Opublikowano:

Polskie miasta się wyludniają. Które najbardzie

Polskie miasta się wyludniają. Obecnie niespełna 61 proc. Polaków mieszka w miastach, a ośrodków powyżej 100 tys. mieszkańców jest mniej niż było – powiedziała PAP geograf prof. Daniela Szymańska z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu.

Procesy wyludniania dotyczą głównie dużych ośrodków, co można w największym stopniu zaobserwować np. w Łodzi i Poznaniu. Są też takie, które jak magnes przyciągają nowych mieszkańców np. Warszawa, Rzeszów.

„Trendem ogólnoświatowym jest cały czas napływ ludności do miast. W większości krajów świata ludzie cały czas podążają do ośrodków miejskich. W państwach bogatszych, które przeszły już transformację, mają rozwinięte usługi wyższego rzędu – wiele osób przemieszcza się na ich obrzeża, w strefę podmiejską. Te procesy nazywamy suburbanizacją” – wyjaśniła prof. Szymańska z Katedry Studiów Miejskich i Rozwoju Regionalnego UMK.

Obecnie w Polsce jest 38 miast liczących ponad sto tysięcy mieszkańców, a kiedyś było ich 41.

„Kiedy ośrodki miejskie się uprzemysławiały wiele osób przenosiło się tam ze wsi. Później, gdy zaczęliśmy się troszeczkę bogacić, ludność nie chcąc kupować mieszkań w dużych skupiskach ludzi budowała się na obrzeżach, gdyż było to tańsze, a jednocześnie zgodne z naturą i zrównoważonym rozwojem. Te osoby nie straciły jednak kontaktu z miastem” – zaznaczyła.

Z danych statystycznych wynika, że osoby przeprowadzające się na wieś lub do miasteczek nie wybierają miejscowości oddalonych daleko od centrów. „Kiedyś istniało w naszym kraju takie określenie jak +miasteczko+. Teraz wraca się do jego używania, chociaż przez pewien okres było ono zapomniane” – dodała geograf.

„Często mówi się, że powstają młode pierścienie dużych miast, bowiem ten trend dotyczy głównie ludzi młodych, którzy wzięli kredyty, pobudowali się i często w suburbiach założyli swoją nową działalność. Oni ożywiają i aktywizują te nowo zasiedlone przestrzenie, co jest zjawiskiem korzystnym” – wskazała.

Prof. Szymańska zauważyła, że „często władze starają się wyhamowywać ten proces i aktywizować miejscowości, zachęcać ludzi do powrotu”. „W miastach tworzy się nowe przestrzenie, wdraża się programy wspierające przedsiębiorczość i aktywność zawodową, uszlachetnia się ich centra, rewitalizuje, zmienia się charakter funkcjonalny, powstają nowe tereny zieleni. Część osób wraca. Ten proces nazywamy gentryfikacją – tj. uszlachetnieniem” – mówiła.

Maleje liczba mieszkańców miast. Obecnie w mieszka w nich niespełna 61 proc. ludności, a było to już 68 proc.

„Nie oznacza to, że nie wzrasta poziom zurbanizowania. Wszystkie przestrzenie, tak wiejskie, jak i miejskie, w krajach wysokorozwiniętych się urbanizują. Gdybyśmy zliczyli całą ludność zurbanizowaną tych krajów, to wyszłoby nam, blisko 90 proc. ludności” – podkreśliła prof. Szymańska.

Źródło: Codzienny Serwis Informacyjny PAP

źródło: http://kurier.pap.pl/

Opublikowano:

Absolwenci tych studiów są rozchwytywani. Rząd wesprze kształcenie dualne

Model kształcenia dualnego może liczyć na nasze wsparcie – zapewnił w poniedziałek w Państwowej Wyższej Szkole Zawodowej w Lesznie minister nauki i szkolnictwa wyższego Jarosław Gowin. Wicepremier podkreślił wagę tego typu uczelni dla rynku pracy i lokalnych społeczności.

Na konferencji prasowej po spotkaniu z władzami leszczyńskiej uczelni, szef resortu nauki podkreślił, że absolwenci studiów dualnych – czyli polegających na połączeniu teorii z praktyką – „są rozchwytywani na rynku pracy”. Przypomniał, że PWSZ w Lesznie była prekursorem tego modelu kształcenia w Polsce.

Zdaniem ministra warto zastanowić się nad rozwiązaniami ustawowymi, które będą „jeszcze bardziej zachęcały uczelnie i przedsiębiorców do współpracy w procesie kształcenia”. Przyznał, że ma świadomość, iż taka forma studiów generuje większe koszty. „Jeżeli możliwości przyszłego budżetu na to pozwolą, będziemy się starali dofinansowywać takie studia” – zapewnił.

Gowin podkreślił przy tym wagę PWSZ dla lokalnych społeczności. Jak ocenił, są one „bardzo ważnym elementem poczucia dumy, patriotyzmu lokalnego”, mogą też być kuźnią lokalnych elit.

„Chcę otworzyć ustawową możliwość dodatkowego finansowania uczelni przez samorządy. Te dodatkowe środki będą pozwalały profilować daną uczelnię jeszcze bardziej pod potrzeby regionalnego rynku pracy. Chodziłoby tu przede wszystkim o PWSZ – zwłaszcza one, ulokowane w większości w byłych miastach wojewódzkich są szczególnie ważne dla lokalnych samorządów” – zapowiedział wicepremier.

Rektor PWSZ w Lesznie prof. Maciej Pietrzak powiedział PAP, że wprowadzone kilka lat temu studia dualne świetnie się sprawdzają i są cenione przez studentów.

Źródło: Codzienny Serwis Informacyjny PAP

mp/Kurier PAP

źródło: http://kurier.pap.pl/

Opublikowano:

Dlaczego niektórzy ludzie zarabiają tak dużo?

pepson/tylkotu.pl

O wysokości zarobków decydują dwa czynniki: popyt oraz umiejętności trudno zastępowalne. Duże zarobki są zagwarantowane wyłącznie wtedy, gdy oba kryteria są spełnione – powiedział dr Piotr Maszczyk z SGH podczas warsztatu „Wprowadzenie do ekonomii” organizowanego w ramach projektu Prasowa Akademia Pieniądza XXI.

Jak wskazał wykładowca podczas pierwszego spotkania w ramach projektu realizowanego przez Polską Agencję Prasową we współpracy z Narodowym Bankiem Polskim, wysokość wynagrodzeń zależy od popytu na pracę.

„Spójrzmy na celebrytów – ludzi znanych z tego, że są znani – i zastanówmy się, dlaczego zarabiają tak dużo? To my jesteśmy gwarantem ich dochodów. Płacimy im pensję, oglądając telewizję śniadaniową, czytając plotkarskie gazety lub portale. Każdy kto to robi, dokłada się do ich zarobków”- tłumaczył wykładowca.

Podał jeszcze kilka przykładów odnoszących się bezpośrednio do warsztatu PAP XXI.
„Wysokość wynagrodzenia dziennikarzy zależy od popytu na stworzoną przez nich treść. Natomiast moja pensja jest uzależniona od zapotrzebowania na wykłady z ekonomii” – wskazał Maszczyk.

Dodał, że wysoki popyt na dobra w pewnych warunkach nie gwarantuje dużych zarobków. Dzieje się tak w przypadku, kiedy wiele osób na rynku pracy jest w stanie wykonywać czy produkować konkretne dobra lub usługi.

„W przypadku gdy wasze umiejętności posiada bardzo dużo ludzi, wtedy musicie konkurować o stanowisko” – mówił do uczestników warsztatu Maszczyk. Dodał, że taką osobę można łatwiej zastąpić, co z kolei daje przewagę pracodawcy.

Jak podkreślił wykładowca, drugim czynnikiem wpływającym na wielkość zatrudnienia jest posiadanie rzadkich umiejętności.

„Robert Lewandowski zarabia dużo, ponieważ jego umiejętności są trudne do zastąpienia. Takimi zasobami dysponuje kilkanaście osób na świecie” – powiedział ekonomista.

Zaznaczył również, że rzadkie umiejętności nie zawsze gwarantują powodzenie na rynku pracy.
„Większość osób, chcąc zainwestować w naukę języka obcego, jako pierwszy wybiera angielski. Myśląc o drugim języku, zastanawia się nad mniej popularnym. Jednak trzeba zwrócić uwagę, że wybierając lekcje języka masajskiego, nie będziemy +sprzedawalni+ na rynku pracy. Mówiąc o rynkowych uwarunkowaniach, warto dysponować rzadkimi zasobami, które są rynkowo sprzedawalne. W tym przypadku dobrym rozwiązaniem będzie nauka koreańskiego czy jednego z języków skandynawskich” – tłumaczył wykładowca.

Dr Maszczyk w swoim wykładzie wskazał na jedną z koncepcji obecną w polskiej ekonomii.

„W środowisku ekonomistów funkcjonuje określenie + polski model kapitalizmu+, który zakłada, że kapitalizm jest stworzony dla pięciu procent najlepszych. Jeśli jesteście państwo w grupie najlepszych w swojej dziedzinie, to jest to gwarant dostatniego życia. Jednak problem wysokich zarobków polega w dużej mierze na tym, że nasze społeczeństwo składa się też z pozostałych 95 proc. ludzi”- podkreślił wykładowca.

Jeden z uczestników warsztatu wskazał, że na rynku pracy duża rolę odgrywają również znajomości.
„Zgadza się, jednak jest to bardzo rzadki zasób, który nieliczna grupa osób ma możliwość zmonetyzować. Taki sam jak znajomość jednego z języków skandynawskich” – skwitował dr Maszczyk.

Pierwszy warsztat w ramach projektu Prasowa Akademia Pieniądza XXI odbył się w sobotę 11 marca w Centrum Prasowym PAP.

Opublikowano:

Nie(ład) przestrzenny. NIK krytycznie o zarządzaniu przestrzenią przez gminy

pepson/tylkotu.pl

Niekontrolowana urbanizacja, lokowanie inwestycji na obszarach zagrożonych powodzią, brak pełnej ochrony zabytków przyrody, dewastacja ładu przestrzennego i niska ocena atrakcyjności polskich miast dla inwestorów, to skutki wadliwie zarządzanej przestrzeni – ocenia NIK.

„Funkcjonujący system planowania i zagospodarowania przestrzennego nie zapewnia racjonalnego gospodarowania przestrzenią, jako dobrem publicznym. Polska przestrzeń jest źle zarządzana, a chaos i brak ładu przestrzennego negatywnie wpływają na szeroko rozumianą jakość życia mieszkańców.

Skutki wadliwie zarządzanej przestrzeni to m.in.: niekontrolowana urbanizacja, lokowanie inwestycji na obszarach zagrożonych powodzią, brak pełnej ochrony zabytków przyrody, dewastacja ładu przestrzennego oraz niska ocena atrakcyjności polskich miast dla inwestorów” – poinformowała we wtorek Najwyższa Izba Kontroli w komunikacie na temat gospodarowania przestrzenią gminy jako dobrem publicznym.

Jak dodano, „w ocenie NIK bezzwłocznie należy podjąć działania prowadzące do zmiany systemu planowania i zagospodarowania przestrzennego w Polsce, w ramach którego możliwe byłoby wypracowanie kompromisu pomiędzy interesem społeczności lokalnej zapewnianiającym wysoką jakość życia (dostęp do oświaty, kultury, usług, transportu, itp.), interesami inwestorów gwarantującymi gminie rozwój, dochody podatkowe oraz potencjalne miejsca pracy, a także wymogami niezbędnymi dla zachowania wartości przyrodniczych, historycznych i kulturowych”.

Według Izby w Polsce dla gospodarowania przestrzenią jako dobrem publicznym, niezbędny jest system, w którym studium uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego gminy, określające kluczowe uwarunkowania w procesie kształtowania ładu przestrzennego, powinno być wiążące przy ustalaniu lokalizacji inwestycji na podstawie decyzji administracyjnej.

Ponadto, „miejscowe plany zagospodarowania przestrzennego powinny odgrywać główną rolę w procesie kształtowania ładu przestrzennego, a ich opracowanie powinno być obligatoryjne, co najmniej dla terenów objętych ochroną przyrody, krajobrazu i zabytków oraz przeznaczonych na realizację zadań gmin, w tym przeznaczonych pod inwestycje celu publicznego dla obszarów przestrzeni publicznej oraz dla obszarów zagrożonych klęskami żywiołowymi”.

Zdaniem NIK decyzje o warunkach zabudowy i zagospodarowania terenu nie mogą być sprzeczne z ustaleniami studium uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego gminy, a okres ich obowiązywania powinien być ograniczony.

Źródło: Codzienny Serwis Informacyjny PAP

źródło: http://kurier.pap.pl/

Opublikowano:

Trzy czwarte budynków w UE charakteryzuje się niską efektywnością energetyczną

Wycinka drzew zezwolenie - co wiedziec trzeba

Około 75 proc. budynków w UE charakteryzuje się niską efektywnością energetyczną i jedynie 0,4-1,2 proc. zasobów podlega renowacji każdego roku – wynika z danych Komitetu Regionów UE (KR), instytucji, która skupia samorządowców z państw UE.

Według roboczego dokumentu KR dotyczącego efektywności energetycznej, aby było możliwe osiągnięcie celów porozumienia paryskiego, potrzebne jest zwiększenie unijnych poziomów redukcji konsumpcji energii do 2030 r. z zakładanych 27 proc. do 40 proc. Zdaniem autorów dokumentu, choć Komisja Europejska przy opracowaniu wytycznych brała pod uwagę złożone realia, należy poprzeć wyższy cel, sformułowany przez Parlament Europejski.

„Podniesienie wartości docelowej w zakresie oszczędności energii (…) zaowocuje wyższym wzrostem gospodarczym, dodatkowymi miejscami pracy i zmniejszeniem importu energii” – czytamy w analizie.

Podkreślono w niej, że ogromny potencjał w zakresie oszczędności energii kryje w sobie poprawa charakterystyki energetycznej budynków. „Około 75 proc. budynków w UE charakteryzuje się niską efektywnością energetyczną i jedynie 0,4-1,2 proc. zasobów podlega renowacji każdego roku” – wyliczono.

Jak zauważył Witold Stępień, marszałek woj. łódzkiego, który zasiada w komisji środowiskowej (ENVE) Komitetu Regionów, energooszczędność jest jak najbardziej pożądana, problemem jest natomiast proponowane w dokumencie tempo redukcji zużycia energii.

„Z tego tempa wynikają nakłady choćby na termomodernizację, na bardziej sprawne źródła ciepła, które trzeba wymieniać, czy na mniejsze strat przesyłu energii (…). Tego nie da się zrobić bez dużych nakładów” – podkreślił marszałek.

Dodał, że Komisja Europejska nie przyjęła wskaźników przypadkowo, ale w efekcie szacunków opartych na możliwościach. „Jeśli komuś będzie udawało się to zrobić szybciej, tutaj barier nie będzie, ale myślę, że z jednej strony trzeba stawiać ambitne cele, a z drugiej – realistyczne” – powiedział.

Zanim postulat zwiększenia wskaźników efektywności energetycznej znajdzie się w oficjalnym dokumencie (tzw. opinii) musi zostać przegłosowany przez członków Komitetu Regionów na posiedzeniu plenarnym. Następnie opinia przekazywana jest unijnym instytucjom, m.in. Komisji Europejskiej, jako stanowisko europejskiego samorządu.

„Zobaczymy, jaki będzie rezultat głosowania (…), są różne głosy, będzie to pewnie zależało jeszcze od argumentów liczbowych, które się pojawią” – zastrzegł Stępień.

Jak powiedział, jeśli okaże się, że decyzje Parlamentu Europejskiego i Rady UE pójdą w kierunku przesunięcia finansowania na osiąganie oszczędności w zużyciu energii, wtedy pojawi się szansa, by efektywność energetyczną zwiększyć do poziomu 40 proc. do 2030 r., bez tego będzie to postulat trudny do osiągnięcia.

„Może należałoby to traktować właśnie w ten sposób, jako impuls, aby strumień interwencji unijnej ustawić tak, by finansowanie w większym stopniu sprzyjało oszczędnościom energii, czyli zwiększeniu finansowania nowych technologii energooszczędności” – zaznaczył marszałek.

Głosowanie w sprawie przyjęcia opinii odbędzie się w lipcu.

źródło: http://kurier.pap.pl/

Opublikowano:

Ubóstwo energetyczne – na czym polega

W Polsce ubóstwo energetyczne dotyka 9,6 proc. gospodarstw domowych, czyli ponad 4 mln osób – mówi PAP Aleksander Szpor z Instytutu Badań Strukturalnych. W Anglii ten wskaźnik wynosi 10,6 proc., tzn. dotyczy blisko 2,4 mln ludzi.

Z badań IBS wynika, że ubóstwem energetycznym najbardziej zagrożone są osoby samotne mieszkające w dużych domach na wsi, lokatorzy starych, komunalnych kamienic w miastach, rodziny wielodzietne mieszkające w dużych wiejskich domach, oraz ubodzy mieszkańcy wolnostojących domów na wsi i w małych miejscowościach.

Ekspert Instytutu Badań Strukturalnych Aleksander Szpor w rozmowie z PAP przyznaje, że jest pewien problem z „operacyjną definicją ubóstwa energetycznego uniwersalną dla wszystkich krajów”.

„Przyjęliśmy, że ubóstwo energetyczne to zjawisko polegające na doświadczaniu trudności w zaspokojeniu podstawowych potrzeb energetycznych w miejscu zamieszkania za rozsądną cenę – powiedział PAP.

W praktyce, chodzi więc o ogrzewanie oświetlenie, przygotowywanie posiłków i użytkowanie podstawowych sprzętów AGD i RTV.

Na pytanie o skalę zjawiska Szpor podkreśla, że zależy ono od zastosowanych miar. W pracach Instytutu analizowano m.in. dwie z nich: subiektywną i obiektywną. Miary subiektywne opierają się na deklaracjach osób, które same stwierdzają, że mieszkają w mieszkaniach niewystarczająco ciepłych zimą. Istnieje też miara obiektywna – Instytut w swych badaniach zaproponował stworzoną w Wielkiej Brytanii LIHC (ang. Low Income High Costs), opartą na danych dotyczących dochodów i wydatków na energię.

„Osoby ubogie energetycznie w praktyce borykają się więc z problemem mieszkania w zimnie, lub z problemem zbyt wysokich kosztów energii. W drugim przypadku gospodarstwo ma do wyboru świadome odkładanie opłaty rachunku lub rezygnację z zaspokojenia innych potrzeb – zakupu żywności, lekarstw czy potrzeb edukacyjnych” – wyjaśnił.

Z najnowszych badań Instytutu dotyczących 2014 r. wynika, że ubóstwem energetycznym mierzonym wskaźnikiem LIHC zagrożonych było 4,4 mln osób w 9,6 proc. gospodarstw domowych w Polsce.

We Francji w 2015 roku ubóstwo energetyczne mierzone miarą LIHC dotyczyło 9,2 proc. osób, a w Anglii (nie mylić z Wielką Brytanią) wynosiło w 2014 r. 10,6 proc. gospodarstw domowych, czyli 2,38 mln osób.

Eksperci Instytutu wyliczyli, że gospodarstwa domowe ponoszące zbyt wysokie wydatki na energię w porównaniu do dochodów (miara obiektywna LIHC) to częściej mieszkańcy wsi niż mieszkańcy miast (62 proc. gospodarstw ubogich energetycznie to gospodarstwa wiejskie), mieszkańcy domów jednorodzinnych (65 proc.) częściej niż mieszkańcy bloków lub kamienic, gospodarstwa domowe pracowników fizycznych (29 proc.), emerytów (21 proc.) i rolników (14 proc.) częściej niż pozostałe grupy społeczne.

Źródło: Codzienny Serwis Informacyjny PAP

mp/Kurier PAP

Opublikowano:

Najbogatszym powiatem jest Warszawa, najbiedniejszym powiat kazimierski

Najzamożniejszym powiatem jest Warszawa, a najbiedniejszym powiat kazimierski – wynika z danych resortu finansów.

Ministerstwo Finansów opublikowało wskaźniki dochodów podatkowych w przeliczeniu na jednego mieszkańca dla wszystkich powiatów w Polsce na 2017 r. (wskaźnik P), wyliczone na podstawie informacji o dochodach podatkowych za 2015 r. wg stanu na 30 czerwca 2016 r.

Jak wynika z danych, średnie dochody podatkowe na jednego mieszkańca dla wszystkich powiatów w kraju wyliczono na 216,38 zł. Spośród 380 powiatów, jedynie 82 odnotowały dochody podatkowe przekraczające średnią. Wpływy najbardziej do niej zbliżone uzyskał powiat oświęcimski z woj. małopolskiego (218,30 zł per capita). Podobne wartości wskaźnika odnotowano w powiecie gliwickim z woj. śląskiego (221,63 zł) i w Świnoujściu (221,80 zł).

Najzamożniejszym powiatem, według danych Ministerstwa Finansów, jest Warszawa, której dochody podatkowe wyniosły 582,54 zł na mieszkańca. Drugie miejsce w rankingu zajął powiat piaseczyński z woj. mazowieckiego z dochodami rzędu 490,21 zł, a trzecie – powiat warszawski zachodni (444,17 zł). Zaraz za nim uplasowało się miasto na prawach powiatu Sopot (441,47 zł) oraz mazowiecki powiat pruszkowski (411,15 zł). Kolejne miejsca zajęły: Poznań (371, 53 zł), powiat polkowicki z woj. dolnośląskiego (370,31 zł), grodziski z woj. mazowieckiego (354,78 zł) i Katowice (353,74 zł).

Tymczasem najniższe dochody z podatków osiągnął powiat kazimierski z woj. świętokrzyskiego. Wpływy te wyniosły 75,33 zł per capita, czyli nieznacznie więcej niż dwa lata wcześniej (61,7 zł). Niskim wskaźnikiem dochodów podatkowych na jednego mieszkańca odznaczył się też powiat moniecki z woj. podlaskiego (79,95 zł), a także powiat chełmski z woj. lubelskiego (83,16 zł) oraz kolneński z woj. podlaskiego (87,5 zł).

W porównaniu z sytuacją finansową sprzed dwóch lat, największy awans w rankingu odnotował powiat zielonogórski (woj. lubuskie), który powiększył dochody podatkowe per capita o 80,42 zł, ze 154,22 zł do 234,64 zł. Wartość tego wskaźnika wzrosła znacząco również w powiecie piaseczyńskim (woj. mazowieckie), gdzie wpływy z dochodów zwiększyły się o 66,59 zł zł i wyniosły 490,21 zł na mieszkańca.

Z kolei spadek dochodów podatkowych, z 395,63 per capita do 370,31 zł, dotyczył powiatu polkowickiego (woj. dolnośląskie). Ubytki w dochodach odnotowano również w Zielonej Górze, powiecie gostyńskim (woj. wielkopolskie) i zambrowskim (woj. podlaskie).

Więcej informacji na temat racjonalnego zarządzania budżetami lokalnymi mogą uzyskać Państwo z wykładów i publikacji w ramach V edycji Samorządowej Akademii Finansów – projektu szkoleniowego realizowanego przez PAP we współpracy z NBP w ramach programu edukacji ekonomicznej.

PEŁNY RANKING NAJBOGATSZYCH I NAJBIEDNIEJSZYCH POWIATÓW W POLSCE

Opublikowano:

Jazda na gapę nas nie razi. Jakich zachowań Polacy nie akceptują?

pepson/tylkotu.pl

Wyrzucanie śmieci w lesie, ściąganie na egzaminie, kupowanie podróbek. GUS sprawdził, na jakie zachowania Polacy przymykają oczy, a których nie tolerują.

Prowadząc badania spójności społecznej GUS zapytał Polaków, które kontrowersyjne zachowa są w stanie usprawiedliwić, a których nie tolerują. Biorąc pod uwagę wszystkie uwzględnione w badaniu zachowania, za najmniej akceptowane uznano: przyjmowanie oraz wręczanie łapówek oraz pobieranie zasiłków przez osoby do tego nieuprawnione.

Najmniejszy sprzeciw budziły natomiast: podejmowanie pracy „na czarno”, świadome kupowanie rzeczy podrobionych lub fałszywych oraz ściąganie na egzaminach, sprawdzianach i testach.

Generalnie wśród osób młodych obserwowana była większa akceptacja dla branych pod uwagę zachowań niezgodnych z przyjętymi normami społecznymi niż wśród osób należących do starszych grup wieku.

Największe różnice pomiędzy opiniami osób młodych i osób starszych zaobserwowano w przypadku takich zachowań jak: uchylanie się od płacenia podatków, przekraczanie dozwolonej prędkości w ruchu drogowym oraz uchylanie się od opłat za transport publiczny (zachowania te nigdy nie są akceptowane przez 38-41 proc. osób w wieku 16-24 lata oraz przez 58-64 proc. osób w wieku 75 lat i więcej).

Generalnie wyższe wskaźniki braku akceptacji odnotowano wśród kobiet niż wśród mężczyzn.

Największą różnicę odnotowano w tym kontekście, w odniesieniu do przekraczania dozwolonej prędkości w ruchu drogowym. Ponadto do usprawiedliwiania uwzględnionych w badaniu zachowań na ogół mniej skłonni byli mieszkańcy miast niż wsi. Wyjątek stanowiło nieudzielenie pomocy osobie poszkodowanej, w odniesieniu do którego niższy poziom akceptacji zaobserwowano wśród mieszkańców Polski zamieszkujących wsie.

Żródło: GUS, Jakość życia w Polsce w 2015 roku. Wyniki badania spójności społecznej

Postawy wobec zachowań związanych z pracą

Najmniejszą akceptację wśród zachowań związanych z pracą mieszkańcy Polski deklarowali wobec wykorzystywania stanowiska służbowego dla własnych korzyści oraz nierzetelnego, niedokładnego wykonywania swoich obowiązków służbowych. Ponad 70 proc. osób w wieku 16 lat i więcej uważało, że działania tego typu nigdy nie mogą zostać usprawiedliwione.

Mniej stanowcze deklaracje obserwowane były natomiast w przypadku zatrudniania pracowników „na czarno” oraz załatwiania prywatnych spraw w czasie pracy kosztem obowiązków służbowych. Brak akceptacji dla tego rodzaju działań zadeklarowało około 4 na 10 osób w wieku 16 lat i więcej (odpowiednio 43 i 41 proc.).

Zdecydowanie najwyższy poziom przyzwolenia spośród zarówno działań związanych z pracą, jak i wszystkich branych pod uwagę zachowań, odnotowano w odniesieniu do podejmowania pracy „na czarno”. Całkowity brak akceptacji dla podejmowania pracy „na czarno” deklarowało ponad 22% osób, natomiast 12% osób sądziło, iż praca „na czarno” może być usprawiedliwiona zawsze lub w większości sytuacji.

Postawy wobec zachowań związanych z życiem społeczno-instytucjonalnym

Kolejną z branych pod uwagę grup zachowań były zachowania związane z życiem społecznoinstytucjonalnym.
Zachowania te są związane z sytuacjami, w których obywatel ma do czynienia z różnego rodzaju instytucjami np. podczas załatwiania spraw urzędowych, wizyt lekarskich itp.

Wśród zachowań związanych z życiem społeczno-instytucjonalnym, najmniejsze przyzwolenie społeczne odnotowano w przypadku działań korupcyjnych, tj. przyjmowania oraz wręczania łapówek.

Mniej więcej 8 na 10 mieszkańców Polski deklarowało, iż takie zachowania nigdy nie mogą zostać usprawiedliwione (83% w odniesieniu do przyjmowania oraz 80 proc. w stosunku do wręczania łapówek).

Nieznacznie niższy odsetek osób, które wskazały taką odpowiedź odnotowano również w odniesieniu do pobierania zasiłków przez osoby do tego nieuprawnione (prawie 78 proc.).

Większym przyzwoleniem cieszyły się natomiast: uchylanie się od płacenia podatków oraz wręczanie drobnych prezentów w celu załatwienia lub przyspieszenia sprawy (np. lekarzom, pielęgniarkom, urzędnikom). Takich zachowań nie byłoby w stanie nigdy usprawiedliwić odpowiednio: 52 proc. oraz 55 proc. osób, podczas gdy 4 na 10 osób zadeklarowało, iż są one dopuszczalne.

Postawy wobec zachowań związanych z życiem codziennym

Oprócz oceny działań związanych z życiem zawodowym oraz życiem społecznoinstytucjonalnym, w badaniu uwzględniono również inne kontrowersyjne pod względem moralnym zachowania, które są związane z sytuacjami, z jakimi mieszkańcy Polski mogą mieć do czynienia w życiu codziennym. Analizując postawy wobec tych zachowań zauważyć można, iż zgodnie z deklaracjami większości mieszkańców Polski, nigdy nie można usprawiedliwić nieudzielenia pomocy osobie poszkodowanej lub potrzebującej pomocy (np. w wyniku wypadku, zasłabnięcia).

Taką opinięwyraziło prawie trzy czwarte osób (73 proc.) w wieku 16 lat i więcej, a kolejne 20 proc. osób twierdziło iż nieudzielenie pomocy można usprawiedliwić jedynie w wyjątkowych sytuacjach.

Według opinii mniej więcej 7 na 10 mieszkańców Polski, nigdy nie może zostać usprawiedliwione również zatrzymywanie dla siebie omyłkowo wydanej przez sprzedającego reszty oraz pozostawienie śmieci w miejscu publicznym, jeśli w pobliżu nie ma kosza.

Mniejszy sprzeciw budzą natomiast takie zachowania jak jazda „na gapę” w środkach komunikacji miejskiej, czy przekraczanie prędkości na drogach. Takie zachowania uważa za niemożliwe do akceptacji mniej więcej co druga osoba.

mp/Kurier PAP

Opublikowano:

Bunt listonoszy Poczty Polskiej. „Pracuję 19 lat, zarabiam mniej niż 2 tys. zł” — Dziennik Wschodni

17 grudnia pracownicy Urzędu Pocztowego Lublin 50 będą pikietować przed Ratuszem. O problemach pracowników Poczty Polskiej rozmawiamy z Piotrem Skrzypczakiem, organizatorem pikiety.

via Bunt listonoszy Poczty Polskiej. "Pracuję 19 lat, zarabiam mniej niż 2 tys. zł" — Dziennik Wschodni

Opublikowano:

Wizyta za pół roku. Mimo wzrostu nakładów na zdrowie, wydłużają się kolejki do lekarzy

Zwiększanie nakładów na świadczenia zdrowotne i tworzenie kolejnych programów nie przynosi oczekiwanych efektów: kolejki pacjentów do lekarzy nie maleją, nie skraca się też czas oczekiwania na większość zabiegów – wynika z raportu Najwyższej Izby Kontroli.

Koszty świadczeń zdrowotnych poniesione przez NFZ w 2015 r. wyniosły prawie 67,8 mld zł, o 4,4 mld więcej niż w 2014 r. NIK wskazuje, że pomimo zwiększenia wartości umów zawartych ze świadczeniodawcami, a także mimo wprowadzenia od 2015 r. tzw. pakietu kolejkowego, dostęp pacjentów do większości świadczeń w ubiegłym roku nie poprawił się.

„Przeciwnie – średni czas oczekiwania na niektóre świadczenia wydłużył się i był zróżnicowany w zależności od województwa” – zaznacza Izba w najnowszym raporcie.

W porównaniu do roku 2014, średni czas oczekiwania na świadczenia w 2015 r. wydłużył się w przypadku siedmiu spośród dziewięciu analizowanych rodzajów oddziałów szpitalnych oraz pięciu (spośród dziewięciu analizowanych) rodzajów poradni ambulatoryjnej opieki specjalistycznej.

W poradniach endokrynologicznych średni czas oczekiwania wzrósł o 21 dni (z 143 do 164 dni). Z kolei w oddziałach otorynolaryngologicznych dla dzieci średni czas oczekiwania wzrósł o 40 dni (z 127 do 167 dni). W oddziałach rehabilitacyjnych średni czas oczekiwania wzrósł o 62 dni (z 286 do 348 dni).

Autorzy raportu oceniają, że w ubiegłym roku NFZ „nie zapewnił równego dostępu do świadczeń zdrowotnych dla wszystkich ubezpieczonych, co naruszało podstawową zasadę ustawy o świadczeniach, czyli zapewnienia ubezpieczonym równego dostępu do świadczeń opieki zdrowotnej”. Jak wskazano, było to spowodowane m.in. nierównomiernym rozmieszczeniem kadry i placówek medycznych na terenie kraju.

Najdłużej pacjenci czekali na konsultację w poradniach endokrynologicznych osteoporozy (średnio 296 dni), genetycznych dla dzieci (189 dni), endokrynologicznych dla dzieci (180 dni), endokrynologicznych (164 dni), immunologicznych dla dzieci (148 dni) oraz chorób tarczycy (148 dni).

Problemy były również w dostępie do świadczeń szpitalnych. Najdłużej pacjenci czekali na przyjęcie do oddziałów: otorynolaryngologicznych dla dzieci (167 dni), audiologiczno-foniatrycznych (165 dni), leczenia oparzeń (162 dni), urologicznych dla dzieci (152 dni), otorynolaryngologicznych (131 dni) oraz chirurgii urazowo – ortopedycznej (129).

W przypadku rehabilitacji leczniczej, pacjenci najdłużej oczekiwali na świadczenia udzielane w oddziałach: paraplegii (średnio 1234 dni), rehabilitacyjnych (348 dni), rehabilitacji narządu ruchu (282 dni), rehabilitacji pulmonologicznych (232 dni) oraz w zakładach rehabilitacji leczniczej (226 dni).

Jak wskazuje NIK, szczególnie długo oczekiwano na świadczenia endoprotezoplastyki stawu biodrowego i stawu kolanowego oraz zabiegów związanych z leczeniem zaćmy. Średni czas oczekiwania oddziałach NFZ był zróżnicowany i mógł przekraczać nawet 1400 dni.

Źródło: Codzienny Serwis Informacyjny PAP

mp/Kurier PAP

źródło: http://kurier.pap.pl/