0

Najbogatszym powiatem jest Warszawa, najbiedniejszym powiat kazimierski

Najzamożniejszym powiatem jest Warszawa, a najbiedniejszym powiat kazimierski – wynika z danych resortu finansów.

Ministerstwo Finansów opublikowało wskaźniki dochodów podatkowych w przeliczeniu na jednego mieszkańca dla wszystkich powiatów w Polsce na 2017 r. (wskaźnik P), wyliczone na podstawie informacji o dochodach podatkowych za 2015 r. wg stanu na 30 czerwca 2016 r.

Jak wynika z danych, średnie dochody podatkowe na jednego mieszkańca dla wszystkich powiatów w kraju wyliczono na 216,38 zł. Spośród 380 powiatów, jedynie 82 odnotowały dochody podatkowe przekraczające średnią. Wpływy najbardziej do niej zbliżone uzyskał powiat oświęcimski z woj. małopolskiego (218,30 zł per capita). Podobne wartości wskaźnika odnotowano w powiecie gliwickim z woj. śląskiego (221,63 zł) i w Świnoujściu (221,80 zł).

Najzamożniejszym powiatem, według danych Ministerstwa Finansów, jest Warszawa, której dochody podatkowe wyniosły 582,54 zł na mieszkańca. Drugie miejsce w rankingu zajął powiat piaseczyński z woj. mazowieckiego z dochodami rzędu 490,21 zł, a trzecie – powiat warszawski zachodni (444,17 zł). Zaraz za nim uplasowało się miasto na prawach powiatu Sopot (441,47 zł) oraz mazowiecki powiat pruszkowski (411,15 zł). Kolejne miejsca zajęły: Poznań (371, 53 zł), powiat polkowicki z woj. dolnośląskiego (370,31 zł), grodziski z woj. mazowieckiego (354,78 zł) i Katowice (353,74 zł).

Tymczasem najniższe dochody z podatków osiągnął powiat kazimierski z woj. świętokrzyskiego. Wpływy te wyniosły 75,33 zł per capita, czyli nieznacznie więcej niż dwa lata wcześniej (61,7 zł). Niskim wskaźnikiem dochodów podatkowych na jednego mieszkańca odznaczył się też powiat moniecki z woj. podlaskiego (79,95 zł), a także powiat chełmski z woj. lubelskiego (83,16 zł) oraz kolneński z woj. podlaskiego (87,5 zł).

W porównaniu z sytuacją finansową sprzed dwóch lat, największy awans w rankingu odnotował powiat zielonogórski (woj. lubuskie), który powiększył dochody podatkowe per capita o 80,42 zł, ze 154,22 zł do 234,64 zł. Wartość tego wskaźnika wzrosła znacząco również w powiecie piaseczyńskim (woj. mazowieckie), gdzie wpływy z dochodów zwiększyły się o 66,59 zł zł i wyniosły 490,21 zł na mieszkańca.

Z kolei spadek dochodów podatkowych, z 395,63 per capita do 370,31 zł, dotyczył powiatu polkowickiego (woj. dolnośląskie). Ubytki w dochodach odnotowano również w Zielonej Górze, powiecie gostyńskim (woj. wielkopolskie) i zambrowskim (woj. podlaskie).

Więcej informacji na temat racjonalnego zarządzania budżetami lokalnymi mogą uzyskać Państwo z wykładów i publikacji w ramach V edycji Samorządowej Akademii Finansów – projektu szkoleniowego realizowanego przez PAP we współpracy z NBP w ramach programu edukacji ekonomicznej.

PEŁNY RANKING NAJBOGATSZYCH I NAJBIEDNIEJSZYCH POWIATÓW W POLSCE

0

Harmonogram ferii zimowych 2017

W pięciu województwach w sobotę zaczynają się ferie zimowe. W pozostałych rozpoczną się one za tydzień, dwa tygodnie lub za cztery. Dwutygodniowa przerwa w zajęciach, w zależności od województwa, nastąpi między 14 stycznia a 26 lutego.

Ferie zimowe przewidziane są w czterech terminach.

Jako pierwsi – od 14 do 29 stycznia – wypoczywać będą uczniowie z województw: lubelskiego, łódzkiego, podkarpackiego, pomorskiego i śląskiego.

Od 21 stycznia do 5 lutego ferie będą mieli uczniowie z województw: podlaskiego i warmińsko-mazurskiego.

Od 28 stycznia do 12 lutego przerwę w nauce będą mieli uczniowie z województw: kujawsko-pomorskiego, lubuskiego, małopolskiego, świętokrzyskiego i wielkopolskiego.

Jako ostatni – od 11 do 26 lutego – odpoczywać będą uczniowie z województw: dolnośląskiego, mazowieckiego, opolskiego i zachodniopomorskiego.

Następna przerwa w nauce – z okazji świąt wielkanocnych – będzie od 13 do 18 kwietnia.

Terminy ferii zimowych w poszczególnych województwach są ogłaszane przez ministra edukacji na podstawie rozporządzenia w sprawie organizacji roku szkolnego.

Harmonogram Ferii 2017 w Polsce

Od roku szkolnego 2003/2004, zgodnie z przyjętą zasadą, terminy ferii w kolejnych latach zmieniają się cyklicznie, np. jeśli w jednym roku w określonej grupie województw ferie zimowe są w drugiej połowie stycznia, to wówczas w następnym roku termin ferii w tej grupie województw przypadnie na pierwszą połowę lutego. Podziału na województwa dokonano biorąc pod uwagę liczbę uczniów.

źródło: http://kurier.pap.pl/

0

Bunt listonoszy Poczty Polskiej. „Pracuję 19 lat, zarabiam mniej niż 2 tys. zł” — Dziennik Wschodni

17 grudnia pracownicy Urzędu Pocztowego Lublin 50 będą pikietować przed Ratuszem. O problemach pracowników Poczty Polskiej rozmawiamy z Piotrem Skrzypczakiem, organizatorem pikiety.

via Bunt listonoszy Poczty Polskiej. "Pracuję 19 lat, zarabiam mniej niż 2 tys. zł" — Dziennik Wschodni

0

Marchew, pietruszka, cebula, ziemniaki sprzedawane są taniej o połowę niż rok temu

pepson/tylkotu.pl

Wraz z ochłodzeniem, rosną hurtowe ceny warzyw spod osłon, ale i tak są one tańsze niż przed rokiem. Mniej niż w ubiegłym roku kosztują także pozostałe krajowe warzywa i owoce – informuje rzecznik rynku hurtowego w Broniszach Małgorzata Skoczewska.

Fasolka szparagowa, cukinie, brokuły i bakłażany są o jedną czwartą tańsze w porównaniu do cen w 2015 r. Podobnie kalafiory i papryka.

Marchew, pietruszka, cebula, ziemniaki sprzedawane są o połowę taniej niż rok temu. Korzenie pietruszki, w ofercie hurtowej w Broniszach, kosztują od 1,30 zł do 2 zł za kilogram. Marchew można nabyć w cenie 40-60 groszy za kilogram, podczas gdy przed rokiem trzeba było za nią zapłacić od 1 zł do 1,30 zł za kilogram. Za cebule trzeba obecnie zapłacić 30- 45 groszy za kg. Rok temu jej cena wynosiła od 90 groszy do 1,30 zł.

Ze względu na mniejsze dostawy większości warzyw szklarniowych, takich ja bakłażany, cukinie i brokuły, na krajowy rynek wchodzą warzywa z importu. Ceny sprowadzanych z zagranicy warzyw są nieznacznie wyższe niż krajowe lub na takim samym poziomie. Bakłażany krajowe kosztują do 4,50 zł/ kg, importowane do 6,30 zł/kg; brokuły: krajowe do 2,50 zł, import 2,30 zł/kg ; cukinie: krajowe do 6 zł, importowane do 5,30 zł.

Najbardziej zauważalne różnice są w cenach ogórków, za krajowe trzeba było zapłacić do 7 zł za kg, importowane są o 1,5 zł tańsze. Nadal bardzo tanie są ziemniaki, nawet w najwyższej klasie jakości ich cena nie przekracza 40 groszy za kg, czyli jest ona o połowę niższa w porównaniu z ubiegłym rokiem.

O 30-40 proc. taniej kosztują krajowe owoce. W ubiegłym tygodniu sadownicy zajęci byli zbiorami jabłek, przez co dostawy tych owoców były mniejsze. To spowodowało nieznacznie niższą podaż i chwilowy wzrost cen jabłek.

W ofercie hurtowej na rynku w Broniszach oferowanych jest ok. 20 odmian jabłek. Są przechowywane w chłodni odmiany późnoletnie: Delikates i Paula Red. Ta pierwsza odmiana jest jedną z droższych., jej cena waha się do 1,20 do 1,60 zł/kg.

Sporo w ofercie jest jabłek w niższych klasach jakości i tu ceny hurtowe nie przekraczają 1 zł za kilogram czyli 15 zł za skrzynkę.

Kończące się jesienne truskawki i maliny sprzedawane są w cenie od 15 do 20 zł/kg. Nadal dużo jest, pochodzących z przechowalni, śliwek – węgierek i innych odmian. Ich ceny zbliżone do ubiegłorocznych. W ofercie hurtowej kosztują one do 4 zł za kilogram. (PAP)

Jane Doe

źródło: http://kurier.pap.pl/

0

W tym roku na wyprawkę szkolną rodzice wydadzą ok. 300-500 zł

Dzieci Alimenty

Od 300 do 500 złotych – tyle najczęściej rodzice wydają w tym roku na wyprawkę szkolną dla dziecka – wynika z informacji zebranych przez PAP w sklepach z artykułami szkolnymi. W cenę szkolnego zestawu nie wchodzą podręczniki, które w większości przypadków finansuje MEN.

Najdroższy jest plecak i artykuły plastyczne; rodzice zakupów dokonują przeważnie wspólnie z dziećmi, które najczęściej wybierają modne – ale droższe – artykuły szkolne z bohaterami ulubionych bajek i filmów.

Jak wynika z badania SW Research dla Tesco, największym wydatkiem związanym z rozpoczęciem roku szkolnego są tornistry. Na kolejnym miejscu znajdują się wszelkiego typu artykuły plastyczne, a dalej zeszyty i bruliony.

„W tym roku dużą popularnością cieszą się plecaki na kółkach. Rodzice coraz częściej inwestują również w różnego rodzaju pomoce szkolne i globusy” – powiedziała PAP Gabriela, doradczyni klienta z sieci księgarni Matras. Podkreśliła też, że dla kupujących zdecydowanie największe znaczenie ma jakość produktów i preferencje dziecka, w mniejszym stopniu cena.

„Uczniom niezmiennie podobają się motywy z bajek i filmów. W tym roku są to bohaterowie Gwiezdnych Wojen, Angry Birds, Equestria Girls i Minionków. Fani sportu preferują artykuły z wizerunkami polskich piłkarzy oraz logo popularnych klubów. Często takie przedmioty są dużo droższe od tych nieopatrzonych popularnym motywem, jednak zarówno dzieci, jak i rodzice chętniej je wybierają” – powiedziała PAP Katarzyna, sprzedawczyni w sieci sklepów Empik. Natomiast spośród zeszytów szkolnych dzieci decydują się przede wszystkim na te z nazwami przedmiotów szkolnych lub „złotą myślą” na okładce – dodała.

Jak powiedziała PAP Patrycja, doradczyni klienta w sieci sklepów Smyk, „Rodzice często stawiają na wygodę, kupują dzieciom: wyposażone piórniki, ścieralne długopisy i łatwo zmywalne z ciała farby. Zakupów zazwyczaj dokonują wspólnie z dzieckiem, aby przede wszystkim ono było zadowolone”.

Ceny produktów są bardzo różne, w jednym z popularnych marketów można kupić wyprawkę nawet za 29 zł. Ceny plecaków w popularnych sieciach sklepów i marketach wahają się od 9,99zł do nawet ok. 469zł; piórników – od 1,19zł do ok. 100zł. Koszty zależą zarówno od miejsca zakupu, jakości produktu, jak i tego, czy są ozdobione modnymi motywami.

Źródło: Codzienny Serwis Informacyjny PAP

mp/Kurier PAP
Jane Doe
http://kurier.pap.pl/

0

Rząd proponuje 2 tys. zł minimalnego wynagrodzenia za pracę w 2017 r.

pepson/tylkotu.pl

2 tys. zł – to propozycja minimalnego wynagrodzenia za pracę w 2017 r., którą we wtorek przyjęła Rada Ministrów. Jeżeli strona społeczna przyjmie propozycję, minimalna stawka godzinowa, której wprowadzenia chce rząd, mogłaby wynieść 13 zł.

„Kierując się odpowiedzialnością za budżet państwa, za sytuację finansów i za los polskich obywateli, myśląc o godności polskich obywateli, rząd zdecydował, że w przyszłym roku minimalne wynagrodzenie będzie wynosiło 2 tys. zł” – powiedziała szefowa rządu Beata Szydło.

Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej proponowało pierwotnie rządowi kwotę 1920 zł. Minister Elżbieta Rafalska wyraziła we wtorek zadowolenie, że Rada Ministrów zaproponowała jeszcze wyższą kwotę. „Podniesienie minimalnego wynagrodzenia to bardzo dobra wiadomość dla Polaków” – oceniła.

Rząd proponuje, aby minimalne wynagrodzenie za pracę w 2017 r. wynosiło 2 tys. zł brutto, co oznacza wzrost o 8,1 proc. (150 zł) w stosunku do 2016 r. (obecnie pensja minimalna to 1 tys. 850 zł brutto). Taką propozycję rząd przedstawi Radzie Dialogu Społecznego do 15 czerwca.

Kwota ta stanowiłaby 47,04 proc. prognozowanego przeciętnego wynagrodzenia w gospodarce narodowej na 2017 r. „To jest to dążenie do tego, żeby rozpiętość między minimalnym wynagrodzeniem a przeciętnym wynagrodzeniem zbliżała się do 50 proc.” – tłumaczyła Rafalska.

Rafalska poinformowała, że jeżeli strona społeczna przyjmie propozycję dotyczącą minimalnego wynagrodzenia, wtedy minimalna stawka godzinowa za pracę na umowach-zlecaniach, której wprowadzenia chce rząd, wynosiłaby 13 zł. Do tej pory propozycją rządu było 12 zł. Intencja jest jednak taka – podała – by minimalna stawka godzinowa odzwierciedlała minimalne wynagrodzenie za pracę.

Źródło: Codzienny Serwis Informacyjny PAP

mp/Kurier PAP

http://kurier.pap.pl/depesza/165392/Rzad-proponuje-2-tys–zl-minimalnego-wynagrodzenia-za-prace-w-2017-r–

0

Kupowanie biletów autobusowych w kiosku przejdzie do historii? Powstała nowa aplikacja

pepson/tylkotu.pl

Aplikacja mobilna pozwalająca na poruszanie się komunikacją miejską bez konieczności kasowania kupionego biletu powstała w trakcie wydarzenia Kontakt.io – Beacon Valley Hackathon. System działa w oparciu o beacony, czyli niewielkie nadajniki, które komunikują się ze smartfonem.

JustTravel działa w oparciu o technologię Bluetooth Low Energy (BLE). Urządzenie mobilne odbiera sygnał od beaconów BLE umieszczonych w autobusach i tramwajach. Gdy użytkownik wejdzie do pojazdu i znajdzie się w zasięgu działania miniaturowego nadajnika, aplikacja automatycznie kupi mu bilet.

Jak tłumaczą twórcy programu Patryk Serek i Paweł Kazimierowicz, uczestnicy wydarzenia Beacon Valley Hackathon, nie ma znaczenia, czy podróż będzie wymagać biletu 20- czy 40-minutowego – jeżeli przejazd zajmie więcej czasu, bilet zostanie automatycznie przedłużony. „Aplikacja nie bierze pod uwagę tego, ile przejazd powinien trwać teoretycznie, ale to ile użytkownik faktycznie porusza się środkami komunikacji miejskiej” – zaznaczyli.

Więcej w Codziennym Serwisie Informacyjnym PAP
ban/Kurier PAP
Źródło: http://kurier.pap.pl/depesza/165033/Kupowanie-biletow-autobusowych-w-kiosku-przejdzie-do-historii–Powstala-nowa-aplikacja

0

Sprawy w rękach mieszkańców. Pięć lat budżetów obywatelskich w Polsce

pepson/tylkotu.pl

Sopot pięć lat temu wprowadził pierwszy w Polsce budżet obywatelski. Taki budżet polega na tym, że samorząd przeznacza część swojego budżetu na realizację pomysłów zgłaszanych przez mieszkańców.

Z racji tego, że pomysły najczęściej opiewają na kwotę wyższą niż ta zaplanowana w budżecie, więc projekty do realizacji są wybierane w drodze głosowania.

„Sposób organizowania budżetu obywatelskiego wymaga sporych zmian, a najważniejszą z nich jest odejście od wybierania projektów w ramach głosowania powszechnego, a zamiast tego organizowanie paneli obywatelskich” – wskazują eksperci z Sopotu.

Jak przypomnieli przedstawiciele Sopockiej Inicjatywy Rozwojowej, przyjęta 6 maja 2011 r. rezolucja rady miejskiej Sopotu dała początek przygotowaniom do ustalenia zasad pierwszej w Polsce edycji budżetu obywatelskiego. Przykład Sopotu stał się inspiracją dla innych miast i obecnie budżet obywatelski funkcjonuje już w około 180 miastach w Polsce.

„Jeszcze pięć lat temu była to w Polsce niemal zupełna nowość” – przyznaje dr Marcin Gerwin z Sopockiej Inicjatywy Rozwojowej, która wyszła z propozycją wprowadzenia budżetu obywatelskiego w Sopocie. „Były obawy, czy się u nas przyjmie i czy mieszkańcy i mieszkanki będą w ogóle zainteresowani samodzielnym ustalaniem wydatków z budżetu miasta. Jednak już pierwsza edycja okazała się sukcesem” – dodaje.

„Dzięki budżetowi obywatelskiemu udało się przypomnieć mieszkańcom i mieszkankom miast, że mogą oczekiwać, aby pieniądze z budżetów lokalnych były wydawane zgodnie z ich, mieszkańców i mieszkanek, realnymi potrzebami” – mówi dr Maja Grabkowska z Sopockiej Inicjatywy Rozwojowej.

Zdaniem specjalistów, „pomimo kilku lat doświadczeń z budżetem obywatelskim w Sopocie, jak również w wielu innych miastach w Polsce, jego pełen potencjał wciąż nie jest wykorzystywany”.

„Budżet obywatelski powinien mieć integracyjny wymiar, a więc przyczyniać się do budowania i zacieśniania relacji w ramach wspólnot lokalnych” – wskazuje Maja Grabkowska. „Do poprawienia jest także podejście do ustalania zasad budżetu obywatelskiego. Powinny one jak najlepiej służyć mieszkańcom i mieszkankom, zamiast być wygodne dla urzędników” – dodaje.

Dr Marcin Gerwin podkreśla, że celem wprowadzenia budżetu obywatelskiego była nie tylko aktywizacja mieszkańców i mieszkanek. „Zależało nam również na tym, aby dzięki budżetowi obywatelskiemu wspierać zrównoważony rozwój. A tego nie da się zrobić bez debaty o priorytetach rozwoju miasta, o tym, jaki powinien być kierunek rozwoju.”

Zdaniem Gerwina, „sposób organizowania budżetu obywatelskiego wymaga więc sporych zmian, a najważniejszą z nich jest odejście od wybierania projektów w ramach głosowania powszechnego, a zamiast tego organizowanie paneli obywatelskich”.

Panel obywatelski to losowo wyłoniona grupa mieszkańców i mieszkanek, z uwzględnieniem kryteriów demograficznych, takich jak wiek, płeć czy dzielnica. Panel jest jak „miasto w pigułce”.

„Dzięki zmniejszeniu skali można przeprowadzić rzetelną debatę, wysłuchać opinii ekspertów, jak również pomysłodawców projektów, dzięki czemu nie trzeba prowadzić kampanii promujących poszczególne projekty, z czym często wiążą się nierówne szanse i co jest czasochłonne” – zauważają eksperci z Sopotu. Ich zdaniem, „panel obywatelski pozwala na bardziej przemyślany wybór projektów, wyrównuje szanse pomysłodawców i stwarza okazję do namysłu nad kierunkiem rozwoju miasta”.

Portal budzetyobywatelskie.pl wyliczył, że w 2016 r. polskie samorządy zamierzają przeznaczyć co najmniej 318 mln zł na budżety obywatelskie.

„Środki przeznaczane na budżety obywatelskie zaczynają się od 100 tys. zł (gmina Żuromin) do ponad 50 mln zł (Warszawa)” – podkreśla Paweł Kupczak, prezes Instytutu Myśli Innowacyjnej. W każdym województwie przynajmniej kilka samorządów realizuje budżety obywatelskie.

„Jak Polska długa i szeroka, tak pomysłowość obywateli jest wielka. Niemniej oryginalne pomysły często przegrywają z bardziej powszechnie dostępnymi” – zauważa Kupczak.

Najczęściej projekty są związane ze sportem i rekreacją (np. budowy ścieżek rowerowych, placów zabaw, siłowni zewnętrznych), infrastrukturą (np. budowa chodnika, drogi czy oświetlenia) czy sadzeniem drzew i krzewów. Choć są też często pomysły na organizację wydarzeń kulturalnych czy zajęć integracyjnych.

amk/ Serwis Samorządowy PAP
Żródło: http://kurier.pap.pl/depesza/164095/Sprawy-w-rekach-mieszkancow–Piec-lat-budzetow-obywatelskich-w-Polsce

0

Co drugi Polak przeciwny przyjmowaniu uchodźców.

55 proc. Polaków deklaruje, że Polska nie powinna w ogóle przyjmować uchodźców, natomiast 39 proc. jest zdania, że co najmniej czasowo powinna przyjmować uchodźców z krajów objętych konfliktami. Zdaniem CBOS widać spadek niechęci względem uchodźców.

Analizy CBOS wskazują, iż stosunek do przyjmowania uchodźców z krajów objętych konfliktami zbrojnymi różnicują przede wszystkim preferencje partyjne. Przeciwni przyjmowaniu uchodźców są obecnie w większości badani, którzy w hipotetycznych wyborach do Sejmu zagłosowaliby na ugrupowanie KORWiN (85 proc.), Prawo i Sprawiedliwość (65 proc.), ruch Kukiz’15 (60 proc.), Polskie Stronnictwo Ludowe (59 proc.) oraz Sojusz Lewicy Demokratycznej (54 proc.).

Największe poparcie dla przyjmowania przez Polskę uchodźców notujemy natomiast w potencjalnych elektoratach Nowoczesnej (77 proc.) i Partii Razem (70 proc.). Zwolennicy przyjmowania uchodźców przeważają też wśród popierających Platformę Obywatelską (55 proc.).

Według CBOS we wszystkich potencjalnych elektoratach wśród badanych popierających przyjmowanie uchodźców dominują obecnie osoby opowiadające się za przyznawaniem im prawa pobytu jedynie do czasu, kiedy będą mogli wrócić do krajów, z których pochodzą.

Tak jak w kwietniu, opinie na temat przyjmowania w Polsce uchodźców różnicują także deklarowane poglądy polityczne.

CBOS podkreśla, że niechęć do przyjmowania uchodźców częściej wyrażają osoby identyfikujące się z prawicą (59 proc.) niż z politycznym centrum lub lewicą (odpowiednio 53 i 37 proc.). Największy sprzeciw wyrażają badani niepotrafiący określić swoich poglądów politycznych na osi lewica-centrum-prawica (65 proc.).

Podobna zależność została zaobserwowana w kwietniowym badaniu, jednak w maju można zauważyć znaczący spadek niechęci do przyjmowania w Polsce uchodźców odnotowany wśród osób o poglądach lewicowych i niepotrafiących określić swoich poglądów politycznych na osi lewica-centrum-prawica (spadek o 12 i 8 punktów proc.). Częstość praktyk religijnych nie ma wpływu na stosunek do przyjmowania przez Polskę uchodźców.

Opinie dot. przyjmowania uchodźców różnicuje także wiek badanych przez CBOS, a najistotniejsze różnice opinii występują między badanymi poniżej 45 roku życia, a starszymi. Osoby młodsze (od 18 do 44 roku życia) częściej niż starsze mają negatywny stosunek do przyjmowania uchodźców. W tej grupie sprzeciw jest tym częstszy, im młodszy respondent. Sprzeciw wobec udzielania uchodźcom schronienia w Polsce dominuje także w grupie wiekowej 45-54 lata.

Jak wynika z badania CBOS na akceptację przyjmowania uchodźców ma wpływ wielkość miejsca zamieszkania. Istotna różnica występuje pomiędzy mieszkańcami wsi oraz miast poniżej 20 tysięcy mieszkańców a badanymi żyjącymi w miastach średnich i dużych.

Najbardziej przychylni udzielaniu uchodźcom schronienia do momentu, kiedy będą mogli wrócić do kraju, z którego pochodzą, oraz zezwalaniu im na stałe osiedlanie się w Polsce są mieszkańcy miast powyżej 500 tys. ludności (odpowiednio 44 i 8 proc.), najmniej – mieszkańcy wsi, z których 67 proc. jest przeciwnych przyjmowaniu uchodźców.

W maju ponownie można zauważyć, że większą otwartość w stosunku do uchodźców deklarują badani o wyższych miesięcznych dochodach w gospodarstwie domowym (szczególnie dysponujący miesięcznie kwotą 1 tys. 400 zł na osobę), z których większość opowiada się za ich przyjmowaniem. Wśród badanych deklarujących dochody poniżej 1400 zł na osobę miesięcznie niechęć jest tym częstsza, im niższe są dochody.

Z badania CBOS wynika także, że w maju zmalała dezaprobata przyjmowania w Polsce przybyłych w ostatnich miesiącach do państw Unii Europejskiej uchodźców z Bliskiego Wschodu i Afryki, choć nadal większość badanych sprzeciwia się ich relokacji (63 proc., od kwietnia spadek o 8 punktów procentowych). W maju w większym stopniu zmalała grupa osób, które są raczej przeciwne przyjmowaniu tych uchodźców (spadek o 5 punktów, do 23 proc.) niż zdecydowanych przeciwników relokacji (40 proc., spadek o 3 punkty).

Przyjęcie przez Polskę części bliskowschodnich i afrykańskich uchodźców przybyłych do innych krajów UE akceptuje obecnie 30 proc. badanych (od kwietnia wzrost o 5 punktów procentowych), przy czym – tak jak w poprzednich badaniach – zdecydowanie za takim rozwiązaniem opowiadają się nieliczni (3 proc., wzrost o 1 punkt). Dominują tu umiarkowanie popierający (27 proc., wzrost o 4 punkty).

Więcej: Codzienny Serwis Informacyjny PAP

mp/Kurier PAP
Źródło: http://kurier.pap.pl/depesza/164734/Co-drugi-Polak-przeciwny-przyjmowaniu-uchodxcow–Decyduje-nastawienie-polityczne

0

Nasze dane mogą paść łupem hakerów. NIK sprawdziła państwowe systemy IT

pepson/tylkotu.pl

Państwowe systemy ochrony danych nie zapewniają ich bezpieczeństwa, a działania, które mają je zapewnić, są prowadzone opieszale, bez przygotowanego planu – wynika z raportu Najwyższej Izby Kontroli.

W poniedziałek NIK opublikowała raport „Zapewnienie bezpieczeństwa działania systemów informatycznych wykorzystywanych do realizacji zadań publicznych”. Jego celem było sprawdzenie, czy w kontrolowanych jednostkach zapewnione jest bezpieczeństwo danych gromadzonych w systemach przeznaczonych do realizacji istotnych zadań publicznych

Kontrolą objęto sześć wybranych instytucji: Ministerstwo Skarbu Państwa, Ministerstwo Spraw Wewnętrznych, Ministerstwo Sprawiedliwości, Komendę Główną Straży Granicznej, Narodowy Fundusz Zdrowia oraz Kasę Rolniczego Ubezpieczenia Rolniczego. Kontrolą objęto okres od 1 stycznia 2014 r. do 1 października 2015 r.

Izba wskazuje, że KRUS była jedyną skontrolowaną instytucją, w której formalnie wdrożono System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji. Jednak również w systemie funkcjonującym w KRUS kontrola wykryła nieprawidłowości w postaci błędów w implementacji wymagań norm stanowiących podstawę uzyskania certyfikatu. W ocenie NIK niektóre z nich były poważne i mogły mieć istotny, negatywny wpływ na wiele procesów zapewnienia bezpieczeństwa IT w KRUS.

Izba stwierdziła nieprawidłowości dotyczące m.in. rozbieżności pomiędzy deklarowanym a faktycznym poziomem zabezpieczenia informacji. Przyjęta koncepcja powierzenia zasobów KRUS wykonawcy zewnętrznemu, m.in. w zakresie systemów służących realizacji podstawowych zadań ustawowych, nie została poprzedzona stosownymi analizami – np. nie określono sposobu szacowania ryzyka związanego z utratą informacji w sytuacji powierzenia zasobów firmie zewnętrznej.

NIK wskazuje, że w pozostałych skontrolowanych jednostkach sytuacja była „niestety nieporównywalnie gorsza”. Opierano się w nich wyłącznie na uproszczonych lub nieformalnych zasadach wynikających z dobrych praktyk lub dotychczas zdobytego doświadczenia pracowników działów IT.

Doraźnie prowadzone działania nie zapewniały odpowiedniego, bezpiecznego i spójnego zarządzania bezpieczeństwem danych. Kontrola wykazała w tym obszarze m.in. brak planów zapewnienia bezpieczeństwa danych, niewdrożenie systemów zarządzania bezpieczeństwem informacji, brak niezbędnych opracowań analitycznych i procedur (w tym dotyczących incydentów, identyfikacji zadań, dystrybucji oprogramowania antywirusowego), ograniczony zakres nadzoru, testowania i monitorowania bezpieczeństwa.

W ocenie NIK kontrolowane jednostki w ograniczonym zakresie wykorzystywały metody identyfikacji, monitorowania i zapobiegania ryzyku związanemu z bezpieczeństwem informacji przetwarzanych w systemach teleinformatycznych.

Izba wskazała, że istniała duża dysproporcja pomiędzy działaniami podejmowanymi dla ochrony poszczególnych grup informacji, tj. informacji objętych ustawową ochroną (niejawnych i danych osobowych) oraz innych informacji, których ochrona nie została wprost usankcjonowana w przepisach, ale które mają istotne znaczenie dla prawidłowej realizacji podstawowych zadań tych jednostek.

„W jednostkach kontrolowanych brak było świadomości, że oprócz informacji, których wymóg ochrony zapisany jest wprost w przepisach prawa, istnieją także inne informacje, równie ważne, o których ochronę każda jednostka powinna zadbać samodzielnie” – wskazała NIK.

W żadnej ze skontrolowanych jednostek nie określono precyzyjnie zakresu odpowiedzialności poszczególnych osób za zapewnienie bezpieczeństwa danych, co prowadziło do sporów kompetencyjnych. W większości kontrolowanych jednostek zagadnienia dotyczące bezpieczeństwa informacji znajdowały się wyłącznie w gestii komórek bezpośrednio odpowiedzialnych za systemy informatyczne.

„Skutkowało to ograniczeniem faktycznego zakresu ochrony informacji jedynie do systemów informatycznych i nośników danych” – wskazała izba.

Więcej: Codzienny Serwis Informacyjny PAP

mp/Kurier PAP

źródło: http://kurier.pap.pl/depesza/164426/Nasze-dane-moga-pasc-lupem-hakerow–NIK-sprawdzila-panstwowe-systemy-IT