Opublikowano:

Senior plus? Posłowie proponują emerytom i rencistom jednorazowy dodatek Senior plus? Posłowie proponują emerytom i rencistom jednorazowy dodatek

PSL chce, by w 2017 r. emerytom, rencistom i osobom pobierającym świadczenia oraz zasiłki przedemerytalne wypłacony został jednorazowy dodatek w wysokości od 200 do 500 zł. Chcemy upomnieć się o tych, których obecny rząd pomija – powiedział szef PSL Władysław Kosiniak-Kamysz.

Ludowcy przygotowali odpowiedni projekt ustawy, który do Sejmu ma trafić we wtorek, najpóźniej w środę. Na wtorkowej konferencji w Sejmie szef PSL podkreślił, że ludowcy chcą się upomnieć o tych, którzy są najbardziej – w jego opinii – „pominięci przez obecny rząd”. „Polityki rodzinnej nie da się budować tylko w oparciu o wspieranie rodzin z dziećmi, ale trzeba pamiętać o seniorach, o osobach w dostojnym wieku. Oni zostali kompletnie pominięci. Nie ma żadnej propozycji dla seniorów” – powiedział Kosiniak-Kamysz.

„Nie może być tak, że grupa 10 mln naszych rodaków jest zapomniana, jest wykluczona. To jest wykluczenie z życia społecznego. Nie wolno tylko myśleć o rodzinie w kontekście wychowania i opieki nad dziećmi, ale trzeba coraz częściej myśleć o opiece nad starszymi” – przekonywał Kosiniak-Kamysz.

Ocenił, że waloryzacja rent i emerytur w 2017 r. jest „skandaliczna” i podkreślił, że PSL chce wesprzeć polskich emerytów i rencistów. Jak zaznaczył, PSL proponuje, by na specjalne dodatki przekazane zostało ok. 1 mld 800 mln zł. Pomysłodawca projektu, poseł Mieczysław Kasprzak (PSL) stwierdził, że skoro wicepremier, minister rozwoju i finansów Mateusz Morawiecki mówi, że nigdy nie było tak dobrej sytuacji budżetowej, to PSL „nie wyobraża sobie, żeby nie skorzystać z tej możliwości”.

Zgodnie z propozycja PSL, z którą zapoznała się PAP, jednorazowy dodatek miałby wynieść od 200 zł do 500 zł – w zależności od świadczenia lub sumy świadczeń przysługujących danej osobie. Jeżeli świadczenie lub ich suma nie przekraczałyby kwoty tysiąca złotych, dodatek wynosiłby 500 zł, jeżeli wynoszą powyżej tysiąca złotych, a nie więcej niż 1,2 tys. zł – 400 zł. Świadczenie w przedziale 1,2 tys. – 1,6 tys. zł – uprawniałoby do 300 zł dodatku, a ci pobierający świadczenie powyżej 1,6 tys. zł, otrzymaliby – zgodnie z projektem PSL – 200 zł.

Oprócz warunków nabywania prawa do jednorazowego dodatku pieniężnego przysługującego w 2017 r. i jego wypłaty, projekt PSL określać ma też zasady finansowania tego dodatku. PSL wskazał, że dodatek oraz koszty jego obsługi są finansowane ze środków budżetu państwa, a z kwoty dodatku nie dokonuje się potrąceń i egzekucji. Proponowane przez PSL przepisy miałyby wejść w życie 1 lipca 2017 r.

Źródło: Codzienny Serwis Informacyjny PAP

źródło: http://kurier.pap.pl/

Opublikowano:

Płatności online. Dla kobiet są wygodne, zdaniem mężczyzn – szybkie

pepson/tylkotu.pl

Kobiety płacą online ze względu na wygodę, a mężczyźni z powodu szybkiej realizacji transakcji – wynika z raportu Izby Gospodarki Elektronicznej.

Izba Gospodarki Elektronicznej zaprezentowała raport dotyczący zwyczajów płatniczych Polaków w transakcjach internetowych. Jak wynika z publikacji, prawie 20 proc. klientów płaci elektronicznie za zakupy w sieci z przyzwyczajenia. Jedynie 11 proc. ankietowanych wybiera płatności bezgotówkowe ze względów bezpieczeństwa, a 9 proc. z powodu niższych kosztów transakcji.

Najpopularniejszym produktem transakcyjnym jest konto bankowe z aktywnym dostępem przez Internet. W ciągu ostatnich sześciu miesięcy podczas zakupów online używała go ponad połowa osób z miast liczących 200-500 tys. mieszkańców.

Jak wskazuje raport, osobami najbardziej sceptycznymi wobec płatności online są mieszkańcy wsi. Najwięcej, bo aż 39 proc. z nich posiada konta bankowe bez dostępu do sieci.

W strukturze wiekowej e-konsumentów najbardziej konserwatywną grupę pod względem wykorzystywania elektronicznych form płatności stanowią osoby w wieku 45-54 lata. Z kolei wśród osób w wieku 54+ prawie jedna czwarta ankietowanych podczas e-zakupów korzysta z internetowego konta bankowego, a niemal połowa z karty płatniczej.

Najczęściej jednak użytkownikami cyfrowych produktów finansowych są ludzie młodzi, w wieku 25-34 lat. Internetowe konta bankowe ma 52 proc. z nich, aplikacji mobilnych używa 24 proc., a 45 proc. korzysta z kont w serwisach płatności typu PayPal.

Z publikacji wynika również, że najbardziej preferowanym sposobem opłacania zakupów internetowych są przelewy poprzez serwis płatności, tzw. pay-by-link, które wykonuje aż 48 proc. badanych.

Autorzy raportu sprawdzili też, dlaczego część konsumentów opłaca e-zakupy gotówką. Jak wynika z raportu, 21 proc. wybiera tę możliwość z powodu braku zaufania do sklepu internetowego, a co piąty badany płaci przy odbiorze, ponieważ boi się, że nie otrzyma zamówionego towaru. Powyżej 20 proc. klientów deklaruje, że płaci gotówką z przyzwyczajenia. Tradycyjny sposób płatności jest również preferowany w wypadku zakupu drogich artykułów.

Wśród osób deklarujących przywiązanie do płatności gotówkowych najliczniejszą grupę stanowią mieszkańcy miast o populacji 200-500 tys. osób kupujący biżuterię, a także mieszkańcy wsi zamawiający odzież i obuwie.

Raport dostępny jest pod adresem: http://eizba.pl/files/8014/8345/3781/Raport_platnosci_cyfrowe_2016.pdf

Raport Izby Gospodarki Elektronicznej pt. „Płatności Cyfrowe 2016” prezentuje wyniki badania dotyczącego zwyczajów płatniczych Polaków w transakcjach elektronicznych. Zawarte w nim wnioski są istotne dla podmiotów działających na rynku usług płatniczych, czyli akceptantów płatności i instytucji finansowych.

Publikacja została przygotowana na podstawie kompleksowego badania rynkowego, zrealizowanego przez agencję badawczą Mobile Institute metodą elektronicznych ankiet. Opinie 2051 użytkowników Internetu zebrano w dniach 24 listopada – 3 grudnia 2016 r. Partnerami raportu są Narodowy Bank Polski i Visa. Patronat nad raportem objęła Polska Organizacja Niebankowych Instytucji Płatności.

źródło: http://kurier.pap.pl/

Opublikowano:

Małe firmy staną na nogi. Te najmniej zarabiające zapłacą niższe podatki

pepson/tylkotu.pl

Wprowadzenie od 1 stycznia 2018 r. niższych danin od firm o niskich dochodach, „w ramach małej działalności i działalności pozarejestrowej”, zapowiedział wicepremier, minister rozwoju i finansów Mateusz Morawiecki w czwartek w Krakowie.

„W ramach małej działalności i działalności pozarejestrowej chcemy te zasady dopracować i od 1 stycznia 2018 r. one będą wdrożone. Z większymi ulgami dla tych, którzy mają niskie dochody miesięczne: 1 tys. zł, 2 tys. zł, 3 tys. zł, 4 tys. zł, będą lepsze zasady z punktu widzenia łącznych danin: zarówno tego, co płacimy do ZUS, jak i opodatkowania dla tych małych przedsiębiorców” – powiedział wicepremier.

Tzw. działalność nierejestrowa to jedno z rozwiązań Konstytucji Biznesu. Jak tłumaczył zimą w rozmowie z PAP wiceminister rozwoju Mariusz Haładyj, ma ona polegać na tym, by „osoby prowadzące działalność gospodarczą, których przychody nie przekraczają 50 proc. minimalnego wynagrodzenia, czyli obecnie 1 tys. zł, nie musiały rejestrować swojej działalności i tym samym płacić składek na ZUS”.

Z kolei w przypadku tzw. małej działalności gospodarczej, mówił wiceszef MR, „chodzi o to, by niewielkie firmy, których wpływy przekraczają 1 tys. zł, ale wciąż nie są wysokie, płaciły niższy ZUS”.

Źródło: Codzienny Serwis Informacyjny PAP

źródło: http://kurier.pap.pl/

Opublikowano:

Dlaczego niektórzy ludzie zarabiają tak dużo?

pepson/tylkotu.pl

O wysokości zarobków decydują dwa czynniki: popyt oraz umiejętności trudno zastępowalne. Duże zarobki są zagwarantowane wyłącznie wtedy, gdy oba kryteria są spełnione – powiedział dr Piotr Maszczyk z SGH podczas warsztatu „Wprowadzenie do ekonomii” organizowanego w ramach projektu Prasowa Akademia Pieniądza XXI.

Jak wskazał wykładowca podczas pierwszego spotkania w ramach projektu realizowanego przez Polską Agencję Prasową we współpracy z Narodowym Bankiem Polskim, wysokość wynagrodzeń zależy od popytu na pracę.

„Spójrzmy na celebrytów – ludzi znanych z tego, że są znani – i zastanówmy się, dlaczego zarabiają tak dużo? To my jesteśmy gwarantem ich dochodów. Płacimy im pensję, oglądając telewizję śniadaniową, czytając plotkarskie gazety lub portale. Każdy kto to robi, dokłada się do ich zarobków”- tłumaczył wykładowca.

Podał jeszcze kilka przykładów odnoszących się bezpośrednio do warsztatu PAP XXI.
„Wysokość wynagrodzenia dziennikarzy zależy od popytu na stworzoną przez nich treść. Natomiast moja pensja jest uzależniona od zapotrzebowania na wykłady z ekonomii” – wskazał Maszczyk.

Dodał, że wysoki popyt na dobra w pewnych warunkach nie gwarantuje dużych zarobków. Dzieje się tak w przypadku, kiedy wiele osób na rynku pracy jest w stanie wykonywać czy produkować konkretne dobra lub usługi.

„W przypadku gdy wasze umiejętności posiada bardzo dużo ludzi, wtedy musicie konkurować o stanowisko” – mówił do uczestników warsztatu Maszczyk. Dodał, że taką osobę można łatwiej zastąpić, co z kolei daje przewagę pracodawcy.

Jak podkreślił wykładowca, drugim czynnikiem wpływającym na wielkość zatrudnienia jest posiadanie rzadkich umiejętności.

„Robert Lewandowski zarabia dużo, ponieważ jego umiejętności są trudne do zastąpienia. Takimi zasobami dysponuje kilkanaście osób na świecie” – powiedział ekonomista.

Zaznaczył również, że rzadkie umiejętności nie zawsze gwarantują powodzenie na rynku pracy.
„Większość osób, chcąc zainwestować w naukę języka obcego, jako pierwszy wybiera angielski. Myśląc o drugim języku, zastanawia się nad mniej popularnym. Jednak trzeba zwrócić uwagę, że wybierając lekcje języka masajskiego, nie będziemy +sprzedawalni+ na rynku pracy. Mówiąc o rynkowych uwarunkowaniach, warto dysponować rzadkimi zasobami, które są rynkowo sprzedawalne. W tym przypadku dobrym rozwiązaniem będzie nauka koreańskiego czy jednego z języków skandynawskich” – tłumaczył wykładowca.

Dr Maszczyk w swoim wykładzie wskazał na jedną z koncepcji obecną w polskiej ekonomii.

„W środowisku ekonomistów funkcjonuje określenie + polski model kapitalizmu+, który zakłada, że kapitalizm jest stworzony dla pięciu procent najlepszych. Jeśli jesteście państwo w grupie najlepszych w swojej dziedzinie, to jest to gwarant dostatniego życia. Jednak problem wysokich zarobków polega w dużej mierze na tym, że nasze społeczeństwo składa się też z pozostałych 95 proc. ludzi”- podkreślił wykładowca.

Jeden z uczestników warsztatu wskazał, że na rynku pracy duża rolę odgrywają również znajomości.
„Zgadza się, jednak jest to bardzo rzadki zasób, który nieliczna grupa osób ma możliwość zmonetyzować. Taki sam jak znajomość jednego z języków skandynawskich” – skwitował dr Maszczyk.

Pierwszy warsztat w ramach projektu Prasowa Akademia Pieniądza XXI odbył się w sobotę 11 marca w Centrum Prasowym PAP.

Opublikowano:

Bezrobocie w Polsce. Wszędzie spada poza jednym powiatem

W minionej dekadzie na 380 polskich powiatów i miast na prawach powiatu tylko w jednym (tatrzańskim) nie udało się zredukować odsetka osób bez pracy – wynika z danych GUS. W co czwartym bezrobocie spadło o co najmniej 10 proc. Rekordzista – powiat dzierżoniowski – zredukował bezrobocie niemal trzykrotnie, z 29,5 proc. w 2006 roku do 10 proc. w 2016 roku.

W skali całego kraju stopa bezrobocia w latach 2006-2016 spadła z 14,8 proc. do 8,3 proc. Najniższą w kraju stopę bezrobocia (1,9 proc.) ma Poznań, miasto na prawach powiatu. Prezydent miasta Jacek Jaśkowiak powiedział PAP, że ten niski poziom bezrobocia w Poznaniu to wypadkowa wielu elementów.

„Kadry Wielkopolski oceniane są wysoko przez międzynarodowe korporacje czy ośrodki badawcze, co potwierdza poziom Poznania jako silnego ośrodka akademickiego. Kolejna kwestia to ponadprzeciętna przedsiębiorczość mieszkańców regionu, przekładająca się na dużą liczbę małych i średnich firm” – podkreślił Jaśkowiak.

Jak dodał, nie jest dziełem przypadku, że właśnie tu powstały takie potęgi jak Allegro czy Solaris. Jaśkowiak, zanim objął funkcję prezydenta, sam był przedsiębiorcą świadczącym usługi inwestorom, głównie zagranicznym.

Z kolei w powiecie poznańskim, obejmującym 17 ościennych gmin otaczających Poznań, stopa bezrobocia wynosi 2,3 proc. i również jest jednym z najniższych wskaźników w Polsce (zaraz po powiecie kępińskim, gdzie wynosi 2,2 proc.).

Członek Zarządu Powiatu Poznańskiego Zygmunt Jeżewski podkreślił, że wpływ na niski poziom bezrobocia w regionie ma już samo położenie powiatu, który na siedzibę swojej firmy wybiera wiele dużych i międzynarodowych korporacji. „Nie bez znaczenia jest oferta edukacyjna powiatu poznańskiego. Stawiamy na kształcenie, które daje możliwość zdobycia konkretnego zawodu (…) Ważnym czynnikiem jest również tradycja rzemiosła poznańskiego” – zaznaczył Jeżewski.

W 2006 r. najniższy wskaźnik bezrobocia, na poziomie 4,6 proc., notowano w Warszawie. Dekadę później ten sam wynik (4,6 proc.) ulokował Kalisz i Zieloną Górę na 29. i 30. miejscu wśród 380 powiatów i miast na prawach powiatu.

Warszawa, mimo spadku bezrobocia o 1,8 pkt proc., obecnie znajduje się poza pierwszą trójką. Stopa bezrobocia na poziomie 2,8 proc. dała stolicy piątą lokatę, ex aequo z Katowicami i Wrocławiem.

Agnieszka Walawska, dyrektor Powiatowego Urzędu Pracy w Dzierżoniowie, uważa, że do rekordowego spadku bezrobocia w tym powiecie przyczyniła się m.in. działalność dzierżoniowskiej podstrefy Wałbrzyskiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej.

Wielu mieszkańców powiatu dzierżoniowskiego dojeżdża do pracy w dużych firmach, ulokowanych w strefie pod Wrocławiem, takich jak Amazon czy LG. „Na koniec 2016 roku liczba bezrobotnych w powiecie dzierżoniowskim wynosiła 2877 osób. Warto przypomnieć, że jeszcze nie tak dawno, bo w 2012 r. bezrobotnych było ponad 7200 osób” – zauważyła Walawska.

Bezrobocie w latach 2006-2016 wyraźnie spadło też m.in. w powiatach: krośnieńskim w woj. lubuskim (o 18,8 pkt proc.), starogardzkim w woj. pomorskim (o 17,1 pkt proc.) oraz gryfickim w woj. zachodniopomorskim (o 16,9 pkt. proc.).

Pierwszym miastem na prawach powiatu, w którym można zauważyć najsilniejszy trend spadkowy, jest Grudziądz, bezrobocie przez 10 lat zmniejszyło się tam z 25,1 proc. do 13,1 proc.

W powiecie tatrzańskim, jako jedynym w Polsce, bezrobocie w dekadzie 2006-2016 wzrosło – o 0,7 pkt proc. Jak powiedział szef zakopiańskiego Urzędu Pracy Jan Gąsienica-Walczak, apogeum bezrobocia w pow. tatrzańskim to niemal 14 proc. w 2014 r. Obecnie wskaźnik ten wynosi ok. 11 proc.

„Do 2007 roku mieliśmy mocny spadek bezrobocia, a po tym okresie bezrobocie zaczęło nam systematycznie rosnąć. Przyczynił się do tego wzrost kosztów pracy (…) i poszło za tym zwalnianie pracowników” – zaznaczył. Dodał, że w powiecie obserwowane jest zjawisko rejestrowania się osób chcących uzyskać ubezpieczenie zdrowotne, a jednocześnie podejmowanie przez nie dorywczych zajęć sezonowych.

W Krośnie na Podkarpaciu stopa bezrobocia od 10 lat utrzymuje się na niskim poziomie. Obecnie wynosi 4,8 proc., podczas gdy w Przemyślu 14,2 proc., a w Rzeszowie 6,9 proc.

Zdaniem dyrektora Wojewódzkiego Urzędu Pracy w Rzeszowie Tomasza Czopa niska stopa bezrobocia w Krośnie to zasługa m.in. dynamicznego rozwoju przedsiębiorczości w tym mieście. „W blisko 50-tysięcznym mieście działa bardzo duża liczba podmiotów gospodarczych, ponad 5,5 tysiąca, a 97 proc. z nich to firmy prywatne. Miasto jest też ośrodkiem usługowym i przemysłowym z różnorodnością branż, dużo miejsc pracy generują handel i usługi. To dynamizuje również handel przygraniczny ze Słowacją” – dodał.

Są jednak w dalszym ciągu w Polsce powiaty, w których bezrobocie, chociaż niższe niż przed 10 laty, utrzymuje się na wysokim poziomie.

Najwyższą stopę bezrobocia rejestrowanego (28,8 proc.) w 2016 r. odnotowano w powiecie szydłowieckim na Mazowszu. Zaraz za nim uplasowały się trzy powiaty z woj. warmińsko-mazurskiego: braniewski (25,2 proc.), kętrzyński (23,7 proc.) i bartoszycki (23,7 proc.).

Pełne zestawienie: stopa bezrobocia w 380 powiatach w Polsce: http://samorzad.pap.pl/depesze/redakcyjne.praca.akty/173745/Stopa-bezrobocia-w-powiatach

Źródło: Codzienny Serwis Informacyjny PA

źródło: http://kurier.pap.pl/

Opublikowano:

Trzy czwarte budynków w UE charakteryzuje się niską efektywnością energetyczną

Wycinka drzew zezwolenie - co wiedziec trzeba

Około 75 proc. budynków w UE charakteryzuje się niską efektywnością energetyczną i jedynie 0,4-1,2 proc. zasobów podlega renowacji każdego roku – wynika z danych Komitetu Regionów UE (KR), instytucji, która skupia samorządowców z państw UE.

Według roboczego dokumentu KR dotyczącego efektywności energetycznej, aby było możliwe osiągnięcie celów porozumienia paryskiego, potrzebne jest zwiększenie unijnych poziomów redukcji konsumpcji energii do 2030 r. z zakładanych 27 proc. do 40 proc. Zdaniem autorów dokumentu, choć Komisja Europejska przy opracowaniu wytycznych brała pod uwagę złożone realia, należy poprzeć wyższy cel, sformułowany przez Parlament Europejski.

„Podniesienie wartości docelowej w zakresie oszczędności energii (…) zaowocuje wyższym wzrostem gospodarczym, dodatkowymi miejscami pracy i zmniejszeniem importu energii” – czytamy w analizie.

Podkreślono w niej, że ogromny potencjał w zakresie oszczędności energii kryje w sobie poprawa charakterystyki energetycznej budynków. „Około 75 proc. budynków w UE charakteryzuje się niską efektywnością energetyczną i jedynie 0,4-1,2 proc. zasobów podlega renowacji każdego roku” – wyliczono.

Jak zauważył Witold Stępień, marszałek woj. łódzkiego, który zasiada w komisji środowiskowej (ENVE) Komitetu Regionów, energooszczędność jest jak najbardziej pożądana, problemem jest natomiast proponowane w dokumencie tempo redukcji zużycia energii.

„Z tego tempa wynikają nakłady choćby na termomodernizację, na bardziej sprawne źródła ciepła, które trzeba wymieniać, czy na mniejsze strat przesyłu energii (…). Tego nie da się zrobić bez dużych nakładów” – podkreślił marszałek.

Dodał, że Komisja Europejska nie przyjęła wskaźników przypadkowo, ale w efekcie szacunków opartych na możliwościach. „Jeśli komuś będzie udawało się to zrobić szybciej, tutaj barier nie będzie, ale myślę, że z jednej strony trzeba stawiać ambitne cele, a z drugiej – realistyczne” – powiedział.

Zanim postulat zwiększenia wskaźników efektywności energetycznej znajdzie się w oficjalnym dokumencie (tzw. opinii) musi zostać przegłosowany przez członków Komitetu Regionów na posiedzeniu plenarnym. Następnie opinia przekazywana jest unijnym instytucjom, m.in. Komisji Europejskiej, jako stanowisko europejskiego samorządu.

„Zobaczymy, jaki będzie rezultat głosowania (…), są różne głosy, będzie to pewnie zależało jeszcze od argumentów liczbowych, które się pojawią” – zastrzegł Stępień.

Jak powiedział, jeśli okaże się, że decyzje Parlamentu Europejskiego i Rady UE pójdą w kierunku przesunięcia finansowania na osiąganie oszczędności w zużyciu energii, wtedy pojawi się szansa, by efektywność energetyczną zwiększyć do poziomu 40 proc. do 2030 r., bez tego będzie to postulat trudny do osiągnięcia.

„Może należałoby to traktować właśnie w ten sposób, jako impuls, aby strumień interwencji unijnej ustawić tak, by finansowanie w większym stopniu sprzyjało oszczędnościom energii, czyli zwiększeniu finansowania nowych technologii energooszczędności” – zaznaczył marszałek.

Głosowanie w sprawie przyjęcia opinii odbędzie się w lipcu.

źródło: http://kurier.pap.pl/

Opublikowano:

Budżet domowy to podstawowe narzędzie do zarządzania własnymi finansami

Budżet domowy to podstawowe narzędzie do zarządzania własnymi finansami. Niewielu Polaków jednak planuje swoje budżety na cały rok. Tymczasem taki plan pozwala na realne spojrzenie na przychody i wydatki.

Budżet domowy to planowanie przyszłości. Dave Ramsey’a, amerykański ekspert w zakresie finansów osobistych i wychodzenia z długów, proponuje taką definicję: „budżet to mówienie Twoim pieniądzom, dokąd mają iść, zamiast zastanawiania się, dokąd one same sobie poszły”.

„Mówi się, że 95 proc. osób nie ma planu finansowego. Ja uważam, że znacznie większa liczba Polaków nie ma planu, to nie jest nawet 5 proc., nawet takiego zapisanego na kartce” – podkreśla ekspert finansowy Sławek Śniegocki, autor bloga finansowego w audycji „Jakie decyzje podejmują ludzie inteligentni finansowo?” PigułkiWiedzy.TV.

„Ogólnie nie planujemy budżetu rodzinnego, żyjemy z dnia na dzień. Jedyne o czym myślimy, planując budżet to wyjazdy wakacyjne i na ferie (około 10 tys. rocznie)” – przyznaje Karolina, mama dwójki dzieci. Stałe wydatki, jakie miesięcznie ponosi jej rodzina to: zajęcia dodatkowe dzieci, takie jak angielski, basen, tańce córki (około 400 zł miesięcznie) opłaty – zimą około 1000 zł miesięcznie, latem – około 400 zł miesięcznie.

„Rozrywki typu kino, koncert są u nas w miarę często, ale jest to typowo spontaniczny wypad nieplanowany” – podkreśla. „Zdecydowanie największym wydatkiem, który najbardziej mnie boli, to wizyty prywatne u lekarzy, badania i dentysta” – dodaje.

Jak zabrać się za sporządzenie budżety domowego?

Stworzenie budżetu domowego to pierwszy krok na drodze do zapanowania nad własnymi finansami.
„Dobrze przygotowany budżet to podstawowe narzędzie w skutecznym zarządzaniu pieniędzmi. W połączeniu z systematycznym spisywaniem wydatków realizuje on bowiem dwa cele: pozwala zaplanować co mamy zrobić z pieniędzmi, które mamy do dyspozycji oraz pozwala zweryfikować ile tak naprawdę wydajemy w skali miesiąca i na co, oraz podjąć decyzje, które w kolejnym miesiącu pozwolą nam lepiej gospodarować pieniędzmi” – pisze na swoim blogu jakoszczedzacpieniadze.pl Michał Szafrański.

Blogerzy finansowi udostępniają gotowe aplikacje budżetowe wspierające monitoring budżetu domowego. Narodowy Bank Polski przygotował bezpłatną aplikację „NBP Portfel”, która dostępna jest na stronie http://www.nbp.pl/home.aspx?f=/aplikacje/portfel.html. Można za jej pomocą m.in. zapisywać zakupy w podziale na kategorie oraz dodawać zdjęcia paragonów do każdego wydatku.

Można też skorzystać z aplikacji budżetowych na urządzenia mobilne, internetowych agregatorów informacji o wydatkach i przychodach.

Na co zaplanować?

Aby zacząć prace nad budżetem, warto przyjrzeć się swoim przychodom (z pracy na etacie, zleceń, spadków i darowizn, z inwestycji, wygranych i prezentów). Z danych GUS wynika, że w poziom przeciętnego miesięcznego dochodu rozporządzalnego na osobę (czyli po potrąceniu wszystkich podatków) wyniósł w 2015 r. 1386 zł i był realnie wyższy o 4,3 proc. od dochodu z roku 2014. Wraz ze wzrostem dochodów rosły także przeciętne miesięczne wydatki. W 2015 r. osiągnęły one w gospodarstwach domowych wartość 1091 zł na osobę.

Niemal jedną czwartą (24 proc.) miesięcznych wydatków na osobę w gospodarstwie domowym pochłaniają zakupy żywności i napojów bezalkoholowych. Kolejny duży dział to opłaty za użytkowanie mieszkania i nośniki energii – 20 proc. wydatków. Niemal 9 proc. przeciętnych wydatków na osobę to wydatki na transport. Po około 5 proc. przeznaczamy na: odzież i obuwie (5,4 proc.), zdrowie (5,3 proc.), wyposażenie mieszkania i prowadzenie gospodarstwa domowego (5 proc.) oraz łączność, w tym internet (5 proc.). W strukturze przeciętnych miesięcznych wydatków na osobę 6,7 proc. to rekreacja i kultura, 4,2 proc. – restauracje i hotele, 2,5 proc. – napoje alkoholowe. Udział wydatków na edukację to zaledwie 1 proc.

Planując budżet, to my decydujemy, na co i ile przeznaczymy. Część wydatków gospodarstwa domowe przeznaczają na spłatę kredytów. Z Diagnozy Społecznej 2015 wynika, że w 2015 r. niespełna 34 proc. gospodarstw było zadłużonych. Najwięcej kredytów i pożyczek Polacy mają na zakup domu lub mieszkania. Ich wartość to prawie 67 proc. całości zobowiązań.

Deficyt w domowym budżecie

Trudności ze zbilansowaniem domowych budżetów miało w 2015 r. roku 37 proc. gospodarstw, przy czym duże problemy miało z tym aż 13 proc. rodzin. Najwyższy odsetek gospodarstw domowych ledwo wiążących koniec z końcem dotyczył rodzin utrzymujących się z niezarobkowych źródeł (ponad 50 proc. gospodarstw) oraz rencistów (ponad 31 proc. gospodarstw).

Co w sytuacji, kiedy rozchody przewyższają dochody i w budżecie domowym pojawi się deficyt? Polacy radzą sobie w takich sytuacjach, ograniczając bieżące potrzeby (86 proc. gospodarstw domowych w 2015 r.) , a z drugiej strony – korzystając z pomocy krewnych (prawie 36 proc. gospodarstw). Dopiero na trzecim miejscu Polacy deklarują, że zaciągają pożyczki (prawie 26 proc. gospodarstw) – wynika z Diagnozy Społecznej 2015 r. Tylko w niecałych 14 proc. gospodarstw znajdujących się w trudnej sytuacji, członek gospodarstwa podejmuje dodatkową pracę.

A gdzie oszczędności?

Sytuacja jest komfortowa, jeśli rozchody są niższe niż przychody i pojawia się nadwyżka. Wtedy możemy pozwolić sobie na oszczędności. Eksperci finansowi radzą, aby z dochodów odkładać chociaż 10 proc. na oszczędności. I z roku na rok zwiększa się odsetek gospodarstw domowych, które deklarują posiadanie oszczędności – w 2007 r. było ich tylko 28 proc., ale już w 2013 r. ok. 40 proc., a w 2015 r. – 45 proc.

Jak wynika z Diagnozy Społecznej 2015 r., największa część oszczędności polskich gospodarstw domowych zgromadzona jest na starość (22 proc.), na tzw. „czarną godzinę” lub wypadek sytuacji losowych (18 proc.). Na wypoczynek oszczędza tylko 8 proc. badanych gospodarstw. To wciąż mniej niż w krajach strefy euro, gdzie oszczędności deklaruje 96 proc. gospodarstw domowych. Dane Narodowego Banku Polskiego pokazują wzrost wartości oszczędności gospodarstw domowych o 15 proc. w ciągu ostatnich dwóch lat.

Źródło:

20 historii dlaczego warto prowadzić budżet domowy – rozstrzygnięcie konkursu


http://jakoszczedzacpieniadze.pl/ksiazka-jak-zadbac-o-wlasne-finanse#comment-76291

Jak zaplanować prosty budżet domowy – przewodnik krok po kroku

36 blogów finansowych, które warto czytać


http://wlasnefinanse.pl/

Opublikowano:

Firmy korzystają z e-administracji, ale są wyjątki: niechętnie startują w e-przetargach

Już ponad 93 proc. firm korzysta z usług e-administracji, najwięcej z woj. dolnośląskiego – poinformował GUS.

Spośród usług jakie oferuje Internet, e-administracja należy do tych, z których przedsiębiorcy korzystają coraz chętniej. Możliwość wypełnienia i wysyłania dokumentów online pozwala zaoszczędzić czas, a zamieszczanie informacji na stronach administracji publicznej ułatwia śledzenie zmian w przepisach.

Według raportu GUS „Społeczeństwo informacyjne w Polsce” w latach 2012-2015 z usług e-administracji najczęściej korzystały firmy duże i w nieco mniejszym stopniu – średnie. W 2015 r. w większości sekcji dziewięć na dziesięć przedsiębiorstw (93,6 proc.) używało Internetu w kontaktach z administracją publiczną.

W 2015 r. w dziesięciu województwach wskaźnik wykorzystywania Internetu do kontaktów z urzędami ukształtował się na poziomie wyższym niż średnio w kraju. Z takiej formy kontaktu najchętniej korzystały firmy z województw dolnośląskiego (95,7 proc.), opolskiego (94,4.) i pomorskiego (94,2 proc.).

Najmniejsze zainteresowanie usługami tego rodzaju wykazały podmioty z województw łódzkiego i wielkopolskiego, w których wskaźnik był niższy od średniej krajowej odpowiednio o 2,6 p. proc. i 2,0 p. proc.

Przedsiębiorcy najczęściej korzystają z e-administracji w celu odsyłania wypełnionych formularzy i pobierania formularzy oraz pozyskiwania informacji. Ten typ kontaktów preferują głównie firmy duże, a nieco rzadziej stosują firmy średnie.

Mapa Polski e-usługii

Przedsiębiorstwa prowadzące działalność związaną z naprawą i konserwacją komputerów i sprzętu komunikacyjnego oraz z działalnością finansową i ubezpieczeniową należą do najaktywniej korzystających z omawianych form współpracy z administracją.

Niezmiennie od kilku lat, najmniejsze zainteresowanie dotyczy składania ofert w elektronicznym systemie zamówień publicznych. W 2015 r. niemal co szósta firma wybrała tę formę kontaktów z e-administracją.

mp/Kurier PAP

źródło: http://kurier.pap.pl/

Opublikowano:

Szansa na tańsze OC. Po montażu specjalnego urządzenia — Dziennik Wschodni

pepson/tylkotu.pl

Blisko 40 procent kierowców w Polsce jest skłonna zamontować w swoim aucie – w zamian za obniżenie ceny OC – specjalne urządzenie pozwalające ubezpieczycielowi na śledzenie ich stylu jazdy, wynika z najnowszych badań Ubezpieczeniowego Funduszu Gwarancyjnego.

via Szansa na tańsze OC. Po montażu specjalnego urządzenia — Dziennik Wschodni