0

W sieci lepiej jak najrzadziej podawać swoje dane

pepson/tylkotu.pl

We wtorek w Polsce po raz trzynasty jest obchodzony Dzień Bezpiecznego Internetu. Eksperci ostrzegają, że jednym z najpopularniejszych oszustw internetowych jest phishing, czyli podszywanie się przez hakerów pod inne osoby w celu wyłudzenia informacji.

Termin „phishing” powstał z połączenia angielskich słów „fishing” (łowienie) i „password” (hasło). Obejmuje kradzież haseł, numerów kart kredytowych, danych kont bankowych i innych poufnych informacji. Wiadomości phishingowe przybierają zazwyczaj formę fałszywych powiadomień z banków i innych instytucji dażonych powszechnym zaufaniem. Ich autorzy próbują zachęcić odbiorców do do przekazania lub aktualizacji poufnych informacji o sobie, aby zapobiec utracie ważnych danych, awarii systemu lub innemu zagrożeniu.

„Internauta musi być świadomy, że w każdej chwili może stać się obiektem ataku phishingowego. Hakerzy, aby osiągnąć swoje cele dążą do budowania relacji opartych na zaufaniu, trzeba się więc liczyć z możliwością przejęcia przez nich skrzynek mailowych naszych znajomych. Dlatego musimy zwracać uwagę, czy w wiadomościach od nich nie zaczęły pojawiać się błędy stylistyczne i ortograficzne” – powiedział PAP dyrektor w dziale zarządzania ryzykiem informatycznym EY Michał Kurek.

Zdaniem Kurka, hakerów często zdradza także brak polskich czcionek w tematach wiadomości. Ekspert radzi, aby szukać w Google danych o domenach adresatów, które wydają się nam podejrzane. „Należy zawsze sprawdzać źródła linków, które pojawiają się w mailach bez klikania w nie. Większość programów pocztowych wyświetli źródło linka po najechaniu na niego kursorem myszy. Jeśli różni się ono od jego opisu i prowadzi do nieznanego adresu internetowego, nie można go otwierać” – dodaje Marcin Lisiecki, manager ds. cyberbezpieczeństwa w Deloitte Advisory.

Lisiecki zwraca też uwagę, że w internecie powinno się jak najrzadziej podawać swoje dane. „Poważne instytucje nigdy nie wysyłają do nas wiadomości e-mail z prośbą o podanie swoich identyfikatorów i haseł. Banki wiedzą o nas tyle, że nie muszą nas pytać o numer karty kredytowej, którą same nam wydały. Nigdy nie proszą również w ten sposób o podanie swojego hasła dostępowego lub SMS-owych kodów do potwierdzania transakcji” – mówi.

Źródło: Codzienny Serwis Informacyjny PAP

mp/Kurier PAP

0

Wiceszef MRPiPS: czarne listy w firmach rekrutacyjnych są niezgodne z prawem

Niektóre firmy rekrutacyjne tworzą „czarne listy”, wymieniając między sobą dane o osobach, których nie powinno się zatrudniać. To działania dyskryminujące i bezprawne – powiedział PAP wiceminister rodziny, pracy i polityki społecznej Stanisław Szwed.

„Dochodzą do nas informacje, że agencje, które rekrutują pracowników, utworzyły sobie tzw. czarne listy osób, które przy rekrutacji, kolokwialnie mówiąc, nie podobają się. Firmy wymieniają między sobą takie dane. Uważamy, że takie działania są dyskryminujące i niezgodne z prawem” – powiedział PAP Szwed. Dodał, że niektóre osoby nie wiedzą, że dostały się na takie listy.

Przyznał, że działania firm, które tworzą „czarne listy”, są trudne do uchwycenia. „Zastanawiamy się, w jaki sposób to ugryźć, zarówno ze strony Państwowej Inspekcji Pracy, ale również doniesienia do prokuratury” – mówił wiceminister. Według niego, w pierwszej kolejności należy sprawdzić, czy to zjawisko jest szerokie.

Szwed zwrócił uwagę, że docierają do niego także niepokojące sygnały w związku z rekrutowaniem do pracy kobiet. „Jest absolutnie dyskryminujące, jeżeli przy rekrutacji pyta się kobiety, czy są w ciąży i czy przewidują taką możliwość. To jest absolutnie niedopuszczalne” – zaznaczył. Jego zdaniem osoby dotknięte takim problemem powinny zgłaszać m.in. do Państwowej Inspekcji Pracy.

Rzeczniczka Głównego Inspektora Pracy Danuta Rutkowska zwróciła uwagę w rozmowie z PAP, że „czarne listy” kandydatów do pracy zawierają dane osobowe, które firma rekrutująca ma obowiązek chronić. „Sygnały o nieprawidłowościach w tym zakresie należy zgłosić do Generalnego Inspektora Ochrony Danych Osobowych” – podkreśliła.

Jak wyjaśniała, Kodeks pracy wyraźnie określa zakres danych osobowych, które osoby starające się o pracę muszą ujawnić. „Pracodawca ma prawo zażądać podania danych osobowych, takich jak imię i nazwisko, imiona rodziców, data urodzenia, miejsce zamieszkania (adres do korespondencji), wykształcenie. Z pewnością zapyta o dotychczasowe doświadczenie zawodowe, do czego ma pełne prawo” – stwierdziła rzeczniczka.

Źródło: Codzienny Serwis Informacyjny PAP

mp/Kurier PAP

0

Najbogatszym powiatem jest Warszawa, najbiedniejszym powiat kazimierski

Najzamożniejszym powiatem jest Warszawa, a najbiedniejszym powiat kazimierski – wynika z danych resortu finansów.

Ministerstwo Finansów opublikowało wskaźniki dochodów podatkowych w przeliczeniu na jednego mieszkańca dla wszystkich powiatów w Polsce na 2017 r. (wskaźnik P), wyliczone na podstawie informacji o dochodach podatkowych za 2015 r. wg stanu na 30 czerwca 2016 r.

Jak wynika z danych, średnie dochody podatkowe na jednego mieszkańca dla wszystkich powiatów w kraju wyliczono na 216,38 zł. Spośród 380 powiatów, jedynie 82 odnotowały dochody podatkowe przekraczające średnią. Wpływy najbardziej do niej zbliżone uzyskał powiat oświęcimski z woj. małopolskiego (218,30 zł per capita). Podobne wartości wskaźnika odnotowano w powiecie gliwickim z woj. śląskiego (221,63 zł) i w Świnoujściu (221,80 zł).

Najzamożniejszym powiatem, według danych Ministerstwa Finansów, jest Warszawa, której dochody podatkowe wyniosły 582,54 zł na mieszkańca. Drugie miejsce w rankingu zajął powiat piaseczyński z woj. mazowieckiego z dochodami rzędu 490,21 zł, a trzecie – powiat warszawski zachodni (444,17 zł). Zaraz za nim uplasowało się miasto na prawach powiatu Sopot (441,47 zł) oraz mazowiecki powiat pruszkowski (411,15 zł). Kolejne miejsca zajęły: Poznań (371, 53 zł), powiat polkowicki z woj. dolnośląskiego (370,31 zł), grodziski z woj. mazowieckiego (354,78 zł) i Katowice (353,74 zł).

Tymczasem najniższe dochody z podatków osiągnął powiat kazimierski z woj. świętokrzyskiego. Wpływy te wyniosły 75,33 zł per capita, czyli nieznacznie więcej niż dwa lata wcześniej (61,7 zł). Niskim wskaźnikiem dochodów podatkowych na jednego mieszkańca odznaczył się też powiat moniecki z woj. podlaskiego (79,95 zł), a także powiat chełmski z woj. lubelskiego (83,16 zł) oraz kolneński z woj. podlaskiego (87,5 zł).

W porównaniu z sytuacją finansową sprzed dwóch lat, największy awans w rankingu odnotował powiat zielonogórski (woj. lubuskie), który powiększył dochody podatkowe per capita o 80,42 zł, ze 154,22 zł do 234,64 zł. Wartość tego wskaźnika wzrosła znacząco również w powiecie piaseczyńskim (woj. mazowieckie), gdzie wpływy z dochodów zwiększyły się o 66,59 zł zł i wyniosły 490,21 zł na mieszkańca.

Z kolei spadek dochodów podatkowych, z 395,63 per capita do 370,31 zł, dotyczył powiatu polkowickiego (woj. dolnośląskie). Ubytki w dochodach odnotowano również w Zielonej Górze, powiecie gostyńskim (woj. wielkopolskie) i zambrowskim (woj. podlaskie).

Więcej informacji na temat racjonalnego zarządzania budżetami lokalnymi mogą uzyskać Państwo z wykładów i publikacji w ramach V edycji Samorządowej Akademii Finansów – projektu szkoleniowego realizowanego przez PAP we współpracy z NBP w ramach programu edukacji ekonomicznej.

PEŁNY RANKING NAJBOGATSZYCH I NAJBIEDNIEJSZYCH POWIATÓW W POLSCE

0

Jazda na gapę nas nie razi. Jakich zachowań Polacy nie akceptują?

pepson/tylkotu.pl

Wyrzucanie śmieci w lesie, ściąganie na egzaminie, kupowanie podróbek. GUS sprawdził, na jakie zachowania Polacy przymykają oczy, a których nie tolerują.

Prowadząc badania spójności społecznej GUS zapytał Polaków, które kontrowersyjne zachowa są w stanie usprawiedliwić, a których nie tolerują. Biorąc pod uwagę wszystkie uwzględnione w badaniu zachowania, za najmniej akceptowane uznano: przyjmowanie oraz wręczanie łapówek oraz pobieranie zasiłków przez osoby do tego nieuprawnione.

Najmniejszy sprzeciw budziły natomiast: podejmowanie pracy „na czarno”, świadome kupowanie rzeczy podrobionych lub fałszywych oraz ściąganie na egzaminach, sprawdzianach i testach.

Generalnie wśród osób młodych obserwowana była większa akceptacja dla branych pod uwagę zachowań niezgodnych z przyjętymi normami społecznymi niż wśród osób należących do starszych grup wieku.

Największe różnice pomiędzy opiniami osób młodych i osób starszych zaobserwowano w przypadku takich zachowań jak: uchylanie się od płacenia podatków, przekraczanie dozwolonej prędkości w ruchu drogowym oraz uchylanie się od opłat za transport publiczny (zachowania te nigdy nie są akceptowane przez 38-41 proc. osób w wieku 16-24 lata oraz przez 58-64 proc. osób w wieku 75 lat i więcej).

Generalnie wyższe wskaźniki braku akceptacji odnotowano wśród kobiet niż wśród mężczyzn.

Największą różnicę odnotowano w tym kontekście, w odniesieniu do przekraczania dozwolonej prędkości w ruchu drogowym. Ponadto do usprawiedliwiania uwzględnionych w badaniu zachowań na ogół mniej skłonni byli mieszkańcy miast niż wsi. Wyjątek stanowiło nieudzielenie pomocy osobie poszkodowanej, w odniesieniu do którego niższy poziom akceptacji zaobserwowano wśród mieszkańców Polski zamieszkujących wsie.

Żródło: GUS, Jakość życia w Polsce w 2015 roku. Wyniki badania spójności społecznej

Postawy wobec zachowań związanych z pracą

Najmniejszą akceptację wśród zachowań związanych z pracą mieszkańcy Polski deklarowali wobec wykorzystywania stanowiska służbowego dla własnych korzyści oraz nierzetelnego, niedokładnego wykonywania swoich obowiązków służbowych. Ponad 70 proc. osób w wieku 16 lat i więcej uważało, że działania tego typu nigdy nie mogą zostać usprawiedliwione.

Mniej stanowcze deklaracje obserwowane były natomiast w przypadku zatrudniania pracowników „na czarno” oraz załatwiania prywatnych spraw w czasie pracy kosztem obowiązków służbowych. Brak akceptacji dla tego rodzaju działań zadeklarowało około 4 na 10 osób w wieku 16 lat i więcej (odpowiednio 43 i 41 proc.).

Zdecydowanie najwyższy poziom przyzwolenia spośród zarówno działań związanych z pracą, jak i wszystkich branych pod uwagę zachowań, odnotowano w odniesieniu do podejmowania pracy „na czarno”. Całkowity brak akceptacji dla podejmowania pracy „na czarno” deklarowało ponad 22% osób, natomiast 12% osób sądziło, iż praca „na czarno” może być usprawiedliwiona zawsze lub w większości sytuacji.

Postawy wobec zachowań związanych z życiem społeczno-instytucjonalnym

Kolejną z branych pod uwagę grup zachowań były zachowania związane z życiem społecznoinstytucjonalnym.
Zachowania te są związane z sytuacjami, w których obywatel ma do czynienia z różnego rodzaju instytucjami np. podczas załatwiania spraw urzędowych, wizyt lekarskich itp.

Wśród zachowań związanych z życiem społeczno-instytucjonalnym, najmniejsze przyzwolenie społeczne odnotowano w przypadku działań korupcyjnych, tj. przyjmowania oraz wręczania łapówek.

Mniej więcej 8 na 10 mieszkańców Polski deklarowało, iż takie zachowania nigdy nie mogą zostać usprawiedliwione (83% w odniesieniu do przyjmowania oraz 80 proc. w stosunku do wręczania łapówek).

Nieznacznie niższy odsetek osób, które wskazały taką odpowiedź odnotowano również w odniesieniu do pobierania zasiłków przez osoby do tego nieuprawnione (prawie 78 proc.).

Większym przyzwoleniem cieszyły się natomiast: uchylanie się od płacenia podatków oraz wręczanie drobnych prezentów w celu załatwienia lub przyspieszenia sprawy (np. lekarzom, pielęgniarkom, urzędnikom). Takich zachowań nie byłoby w stanie nigdy usprawiedliwić odpowiednio: 52 proc. oraz 55 proc. osób, podczas gdy 4 na 10 osób zadeklarowało, iż są one dopuszczalne.

Postawy wobec zachowań związanych z życiem codziennym

Oprócz oceny działań związanych z życiem zawodowym oraz życiem społecznoinstytucjonalnym, w badaniu uwzględniono również inne kontrowersyjne pod względem moralnym zachowania, które są związane z sytuacjami, z jakimi mieszkańcy Polski mogą mieć do czynienia w życiu codziennym. Analizując postawy wobec tych zachowań zauważyć można, iż zgodnie z deklaracjami większości mieszkańców Polski, nigdy nie można usprawiedliwić nieudzielenia pomocy osobie poszkodowanej lub potrzebującej pomocy (np. w wyniku wypadku, zasłabnięcia).

Taką opinięwyraziło prawie trzy czwarte osób (73 proc.) w wieku 16 lat i więcej, a kolejne 20 proc. osób twierdziło iż nieudzielenie pomocy można usprawiedliwić jedynie w wyjątkowych sytuacjach.

Według opinii mniej więcej 7 na 10 mieszkańców Polski, nigdy nie może zostać usprawiedliwione również zatrzymywanie dla siebie omyłkowo wydanej przez sprzedającego reszty oraz pozostawienie śmieci w miejscu publicznym, jeśli w pobliżu nie ma kosza.

Mniejszy sprzeciw budzą natomiast takie zachowania jak jazda „na gapę” w środkach komunikacji miejskiej, czy przekraczanie prędkości na drogach. Takie zachowania uważa za niemożliwe do akceptacji mniej więcej co druga osoba.

mp/Kurier PAP

0

Rekordowo dużo firm planuje podwyżki płac

44 proc. firm chce zwiększać wynagrodzenia w ciągu nadchodzącego półrocza, a 32 proc. przewiduje wzrost zatrudnienia – wynika z najnowszego sondażu Instytutu Badawczego Randstad i TNS Polska.

„Aż 44 proc. badanych firm zamierza zwiększać wynagrodzenia. To najwyższy zanotowany w ośmioletniej historii badania wynik – o 19 pkt. proc. więcej niż w poprzednim kwartale i o 9 pkt. proc. więcej niż rok temu. Jednocześnie 32 proc. firm przewiduje zwiększanie zatrudnienia, co oznacza spadek liczby wskazań o 5 pkt. proc. wobec poprzedniego kwartału” – poinformował w poniedziałek Instytut Badawczy Randstad.

W sektorze pośrednictwa finansowego podwyżki pensji zapowiadało 32 proc. badanych, w budownictwie – 33 proc., w transporcie, gospodarce magazynowej i łączności oraz w obsłudze nieruchomości i firm – po 35 proc. Co ciekawe, w ostatnich trzech kwartałach takie wskazania charakteryzowały całą gospodarkę, a nie najbardziej niechętne podwyżkom branży.

Jak ocenia Monika Hryniszyn z zarządu Randstad, rekordowo wysoka prognoza wzrostu wynagrodzeń w ciągu nadchodzącego półrocza ma charakter sezonowy. Jej zdaniem w wielu firmach podwyżki przyznaje się raz w roku – właśnie na początku roku.

„Jednakże takiego czwartego kwartału jeszcze nigdy nie było” – dodaje.

Poinformowała, że 55 proc. firm przemysłowych, 48 proc. innych firm usługowych i 43 proc. w sektorze SSC/BPO spodziewało się zwiększenia wydatków na wynagrodzenia. „Najczęściej wspominały o tym firmy ze wschodniego rejonu kraju i podmioty gospodarcze zlokalizowane na wsiach poza obrębem aglomeracji miejskich (po 50 proc.), najrzadziej – na północy (39 proc.) oraz w firmach działających na wsiach w obrębie dużych aglomeracji (38 proc.). Dla porównania – w całym kraju obniżek wypłat spodziewało się 2 proc. firm, a odsetek ten nie przekraczał wielkości błędu statystycznego już siódmy kwartał z rzędu” – skomentowała Hryniszyn.

51 proc. firm „pogodzonych z perspektywą zwiększenia wynagrodzeń” sygnalizowało, że będą one dotyczyć zdecydowanej większości kadry (ponad 9/10 pracowników), 16 proc. – że obejmą ponad połowę pracowników, ale mniej niż 90 proc. z nich. W 22 proc. podwyżki są efektem wzrostu wynagrodzenia minimalnego. 24 proc. zamierzało uzależnić je od wyników finansowych czy sprzedażowych pracowników, a tyle samo – chciało docenić pozafinansowe osiągnięcia (jakość pracy, ocena pracownika).

Źródło: Codzienny Serwis Informacyjny PAP

mp/Kurier PAP

źródło: http://kurier.pap.pl/

0

Marchew, pietruszka, cebula, ziemniaki sprzedawane są taniej o połowę niż rok temu

pepson/tylkotu.pl

Wraz z ochłodzeniem, rosną hurtowe ceny warzyw spod osłon, ale i tak są one tańsze niż przed rokiem. Mniej niż w ubiegłym roku kosztują także pozostałe krajowe warzywa i owoce – informuje rzecznik rynku hurtowego w Broniszach Małgorzata Skoczewska.

Fasolka szparagowa, cukinie, brokuły i bakłażany są o jedną czwartą tańsze w porównaniu do cen w 2015 r. Podobnie kalafiory i papryka.

Marchew, pietruszka, cebula, ziemniaki sprzedawane są o połowę taniej niż rok temu. Korzenie pietruszki, w ofercie hurtowej w Broniszach, kosztują od 1,30 zł do 2 zł za kilogram. Marchew można nabyć w cenie 40-60 groszy za kilogram, podczas gdy przed rokiem trzeba było za nią zapłacić od 1 zł do 1,30 zł za kilogram. Za cebule trzeba obecnie zapłacić 30- 45 groszy za kg. Rok temu jej cena wynosiła od 90 groszy do 1,30 zł.

Ze względu na mniejsze dostawy większości warzyw szklarniowych, takich ja bakłażany, cukinie i brokuły, na krajowy rynek wchodzą warzywa z importu. Ceny sprowadzanych z zagranicy warzyw są nieznacznie wyższe niż krajowe lub na takim samym poziomie. Bakłażany krajowe kosztują do 4,50 zł/ kg, importowane do 6,30 zł/kg; brokuły: krajowe do 2,50 zł, import 2,30 zł/kg ; cukinie: krajowe do 6 zł, importowane do 5,30 zł.

Najbardziej zauważalne różnice są w cenach ogórków, za krajowe trzeba było zapłacić do 7 zł za kg, importowane są o 1,5 zł tańsze. Nadal bardzo tanie są ziemniaki, nawet w najwyższej klasie jakości ich cena nie przekracza 40 groszy za kg, czyli jest ona o połowę niższa w porównaniu z ubiegłym rokiem.

O 30-40 proc. taniej kosztują krajowe owoce. W ubiegłym tygodniu sadownicy zajęci byli zbiorami jabłek, przez co dostawy tych owoców były mniejsze. To spowodowało nieznacznie niższą podaż i chwilowy wzrost cen jabłek.

W ofercie hurtowej na rynku w Broniszach oferowanych jest ok. 20 odmian jabłek. Są przechowywane w chłodni odmiany późnoletnie: Delikates i Paula Red. Ta pierwsza odmiana jest jedną z droższych., jej cena waha się do 1,20 do 1,60 zł/kg.

Sporo w ofercie jest jabłek w niższych klasach jakości i tu ceny hurtowe nie przekraczają 1 zł za kilogram czyli 15 zł za skrzynkę.

Kończące się jesienne truskawki i maliny sprzedawane są w cenie od 15 do 20 zł/kg. Nadal dużo jest, pochodzących z przechowalni, śliwek – węgierek i innych odmian. Ich ceny zbliżone do ubiegłorocznych. W ofercie hurtowej kosztują one do 4 zł za kilogram. (PAP)

Jane Doe

źródło: http://kurier.pap.pl/

0

W tym roku na wyprawkę szkolną rodzice wydadzą ok. 300-500 zł

Dzieci Alimenty

Od 300 do 500 złotych – tyle najczęściej rodzice wydają w tym roku na wyprawkę szkolną dla dziecka – wynika z informacji zebranych przez PAP w sklepach z artykułami szkolnymi. W cenę szkolnego zestawu nie wchodzą podręczniki, które w większości przypadków finansuje MEN.

Najdroższy jest plecak i artykuły plastyczne; rodzice zakupów dokonują przeważnie wspólnie z dziećmi, które najczęściej wybierają modne – ale droższe – artykuły szkolne z bohaterami ulubionych bajek i filmów.

Jak wynika z badania SW Research dla Tesco, największym wydatkiem związanym z rozpoczęciem roku szkolnego są tornistry. Na kolejnym miejscu znajdują się wszelkiego typu artykuły plastyczne, a dalej zeszyty i bruliony.

„W tym roku dużą popularnością cieszą się plecaki na kółkach. Rodzice coraz częściej inwestują również w różnego rodzaju pomoce szkolne i globusy” – powiedziała PAP Gabriela, doradczyni klienta z sieci księgarni Matras. Podkreśliła też, że dla kupujących zdecydowanie największe znaczenie ma jakość produktów i preferencje dziecka, w mniejszym stopniu cena.

„Uczniom niezmiennie podobają się motywy z bajek i filmów. W tym roku są to bohaterowie Gwiezdnych Wojen, Angry Birds, Equestria Girls i Minionków. Fani sportu preferują artykuły z wizerunkami polskich piłkarzy oraz logo popularnych klubów. Często takie przedmioty są dużo droższe od tych nieopatrzonych popularnym motywem, jednak zarówno dzieci, jak i rodzice chętniej je wybierają” – powiedziała PAP Katarzyna, sprzedawczyni w sieci sklepów Empik. Natomiast spośród zeszytów szkolnych dzieci decydują się przede wszystkim na te z nazwami przedmiotów szkolnych lub „złotą myślą” na okładce – dodała.

Jak powiedziała PAP Patrycja, doradczyni klienta w sieci sklepów Smyk, „Rodzice często stawiają na wygodę, kupują dzieciom: wyposażone piórniki, ścieralne długopisy i łatwo zmywalne z ciała farby. Zakupów zazwyczaj dokonują wspólnie z dzieckiem, aby przede wszystkim ono było zadowolone”.

Ceny produktów są bardzo różne, w jednym z popularnych marketów można kupić wyprawkę nawet za 29 zł. Ceny plecaków w popularnych sieciach sklepów i marketach wahają się od 9,99zł do nawet ok. 469zł; piórników – od 1,19zł do ok. 100zł. Koszty zależą zarówno od miejsca zakupu, jakości produktu, jak i tego, czy są ozdobione modnymi motywami.

Źródło: Codzienny Serwis Informacyjny PAP

mp/Kurier PAP
Jane Doe
http://kurier.pap.pl/

0

Kupowanie biletów autobusowych w kiosku przejdzie do historii? Powstała nowa aplikacja

pepson/tylkotu.pl

Aplikacja mobilna pozwalająca na poruszanie się komunikacją miejską bez konieczności kasowania kupionego biletu powstała w trakcie wydarzenia Kontakt.io – Beacon Valley Hackathon. System działa w oparciu o beacony, czyli niewielkie nadajniki, które komunikują się ze smartfonem.

JustTravel działa w oparciu o technologię Bluetooth Low Energy (BLE). Urządzenie mobilne odbiera sygnał od beaconów BLE umieszczonych w autobusach i tramwajach. Gdy użytkownik wejdzie do pojazdu i znajdzie się w zasięgu działania miniaturowego nadajnika, aplikacja automatycznie kupi mu bilet.

Jak tłumaczą twórcy programu Patryk Serek i Paweł Kazimierowicz, uczestnicy wydarzenia Beacon Valley Hackathon, nie ma znaczenia, czy podróż będzie wymagać biletu 20- czy 40-minutowego – jeżeli przejazd zajmie więcej czasu, bilet zostanie automatycznie przedłużony. „Aplikacja nie bierze pod uwagę tego, ile przejazd powinien trwać teoretycznie, ale to ile użytkownik faktycznie porusza się środkami komunikacji miejskiej” – zaznaczyli.

Więcej w Codziennym Serwisie Informacyjnym PAP
ban/Kurier PAP
Źródło: http://kurier.pap.pl/depesza/165033/Kupowanie-biletow-autobusowych-w-kiosku-przejdzie-do-historii–Powstala-nowa-aplikacja

0

Pilnuj karty kredytowej. Trudno usunąć dane z BIK

Czy możemy domagać się usunięcia naszych danych z BIK w sytuacji, gdy ktoś posłużył się naszą kartą kredytową? Wyjaśnień udzielił Generalny Inspektor Ochrony Danych Osobowych.

Na pytanie, czy bank może przekazać dane kredytobiorcy do BIK, mimo że jego zadłużenie powstało na skutek wykorzystania karty kredytowej przez inną osobę, która dopuściła się defraudacji pieniędzy GIODO odpowiada, że jest to dopuszczalne.

Jak tłumaczy inspektor, bank jest uprawniony do przekazania do BIK danych osobowych kredytobiorcy w zakresie objętym umową o kartę kredytową w celu oceny zdolności kredytowej i analizy ryzyka kredytowego. GIODO podkreśla przy tym, że nie ma tu znaczenia, kto faktycznie korzystał z karty kredytowej i zaciągnął zobowiązanie pieniężne wobec baku.

Przykładowo, jeśli osoba podpisująca z bankiem umowę o korzystanie z karty kredytowej oddaje z własnej woli innej osobie kartę kredytową do jej wykorzystania, wskutek czego następuje jej zadłużenie, to nie może się powoływać na zarzut, że to nie ona jest dłużnikiem banku. Inspektor przypomina, że ważne jest, kto podpisał umowę z bankiem, bo tylko dane takiej osoby mogą zostać przesłane przez bank do BIK.

Okazuje się, że nawet orzeczenia sądu co do winy osoby faktycznie władającej kartą (która dopuściła się defraudacji pieniędzy na szkodę właściciela karty) nie zwalniają kredytobiorcy, który podpisał umowę z bankiem, od ciążącego na nim zobowiązania wobec banku. Bank nie ponosi bowiem odpowiedzialności za działania wykonane przy użyciu karty kredytowej przez inną, niż kredytobiorca, osobę, jeśli działo się to za zgodą kredytobiorcy.

GIODO wskazuje jednocześnie, że na podstawie art. 189 ustawy z dnia 17 listopada 1964 r. Kodeks postępowania cywilnego, powód (np. kredytobiorca, czyli osoba poszkodowana) może żądać ustalenia przez sąd istnienia lub nieistnienia stosunku prawnego lub prawa, gdy ma w tym interes prawny.

„Zatem o ustaleniu nieistnienia stosunku cywilnoprawnego łączącego kredytobiorcę z bankiem, a tym samym o zwolnieniu jego ze zobowiązania wobec banku, może rozstrzygnąć wyłącznie sąd powszechny w drodze powództwa cywilnego” – zauważa GIODO.

Inspektor przywołuje także stanowisko Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie, który w wyroku z dnia 6 lipca 2006 r. (sygn. akt II SA/Wa 2226/05) stwierdził, że „dopóki ważność umowy nie zostanie podważona we właściwym trybie i formie, umowa stanowi dokument wywołujący określone skutki prawne podlegające także ocenie w świetle ustawy o ochronie danych osobowych.”

Tak więc GIODO, jako organ stojący na straży ochrony danych osobowych, może nakazać usunięcie danych osoby, która zawarła z bankiem umowę o korzystanie z karty kredytowej, ale dopiero wówczas, gdy sąd cywilny stwierdzi prawomocnym orzeczeniem, iż kredytobiorca nie jest dłużnikiem banku.

mp/Kurier PAP

źródło:http://kurier.pap.pl/depesza/164577/Pilnuj-karty-kredytowej–Trudno-usunac-dane-z-BIK-

0

Nasze dane mogą paść łupem hakerów. NIK sprawdziła państwowe systemy IT

pepson/tylkotu.pl

Państwowe systemy ochrony danych nie zapewniają ich bezpieczeństwa, a działania, które mają je zapewnić, są prowadzone opieszale, bez przygotowanego planu – wynika z raportu Najwyższej Izby Kontroli.

W poniedziałek NIK opublikowała raport „Zapewnienie bezpieczeństwa działania systemów informatycznych wykorzystywanych do realizacji zadań publicznych”. Jego celem było sprawdzenie, czy w kontrolowanych jednostkach zapewnione jest bezpieczeństwo danych gromadzonych w systemach przeznaczonych do realizacji istotnych zadań publicznych

Kontrolą objęto sześć wybranych instytucji: Ministerstwo Skarbu Państwa, Ministerstwo Spraw Wewnętrznych, Ministerstwo Sprawiedliwości, Komendę Główną Straży Granicznej, Narodowy Fundusz Zdrowia oraz Kasę Rolniczego Ubezpieczenia Rolniczego. Kontrolą objęto okres od 1 stycznia 2014 r. do 1 października 2015 r.

Izba wskazuje, że KRUS była jedyną skontrolowaną instytucją, w której formalnie wdrożono System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji. Jednak również w systemie funkcjonującym w KRUS kontrola wykryła nieprawidłowości w postaci błędów w implementacji wymagań norm stanowiących podstawę uzyskania certyfikatu. W ocenie NIK niektóre z nich były poważne i mogły mieć istotny, negatywny wpływ na wiele procesów zapewnienia bezpieczeństwa IT w KRUS.

Izba stwierdziła nieprawidłowości dotyczące m.in. rozbieżności pomiędzy deklarowanym a faktycznym poziomem zabezpieczenia informacji. Przyjęta koncepcja powierzenia zasobów KRUS wykonawcy zewnętrznemu, m.in. w zakresie systemów służących realizacji podstawowych zadań ustawowych, nie została poprzedzona stosownymi analizami – np. nie określono sposobu szacowania ryzyka związanego z utratą informacji w sytuacji powierzenia zasobów firmie zewnętrznej.

NIK wskazuje, że w pozostałych skontrolowanych jednostkach sytuacja była „niestety nieporównywalnie gorsza”. Opierano się w nich wyłącznie na uproszczonych lub nieformalnych zasadach wynikających z dobrych praktyk lub dotychczas zdobytego doświadczenia pracowników działów IT.

Doraźnie prowadzone działania nie zapewniały odpowiedniego, bezpiecznego i spójnego zarządzania bezpieczeństwem danych. Kontrola wykazała w tym obszarze m.in. brak planów zapewnienia bezpieczeństwa danych, niewdrożenie systemów zarządzania bezpieczeństwem informacji, brak niezbędnych opracowań analitycznych i procedur (w tym dotyczących incydentów, identyfikacji zadań, dystrybucji oprogramowania antywirusowego), ograniczony zakres nadzoru, testowania i monitorowania bezpieczeństwa.

W ocenie NIK kontrolowane jednostki w ograniczonym zakresie wykorzystywały metody identyfikacji, monitorowania i zapobiegania ryzyku związanemu z bezpieczeństwem informacji przetwarzanych w systemach teleinformatycznych.

Izba wskazała, że istniała duża dysproporcja pomiędzy działaniami podejmowanymi dla ochrony poszczególnych grup informacji, tj. informacji objętych ustawową ochroną (niejawnych i danych osobowych) oraz innych informacji, których ochrona nie została wprost usankcjonowana w przepisach, ale które mają istotne znaczenie dla prawidłowej realizacji podstawowych zadań tych jednostek.

„W jednostkach kontrolowanych brak było świadomości, że oprócz informacji, których wymóg ochrony zapisany jest wprost w przepisach prawa, istnieją także inne informacje, równie ważne, o których ochronę każda jednostka powinna zadbać samodzielnie” – wskazała NIK.

W żadnej ze skontrolowanych jednostek nie określono precyzyjnie zakresu odpowiedzialności poszczególnych osób za zapewnienie bezpieczeństwa danych, co prowadziło do sporów kompetencyjnych. W większości kontrolowanych jednostek zagadnienia dotyczące bezpieczeństwa informacji znajdowały się wyłącznie w gestii komórek bezpośrednio odpowiedzialnych za systemy informatyczne.

„Skutkowało to ograniczeniem faktycznego zakresu ochrony informacji jedynie do systemów informatycznych i nośników danych” – wskazała izba.

Więcej: Codzienny Serwis Informacyjny PAP

mp/Kurier PAP

źródło: http://kurier.pap.pl/depesza/164426/Nasze-dane-moga-pasc-lupem-hakerow–NIK-sprawdzila-panstwowe-systemy-IT